Ostatni Łyk, kawa, cappuccino

Ostatni łyk października.

Listopad to bardzo mądry miesiąc. Mówi bowiem: Mierzcie zamiary na siły, nigdy odwrotnie. Inaczej zamiast Sweet November będziemy mieć Blue Monday. Przez siedem dni w tygodniu.


To i ja zmierzyłam zamiary na siły w kwestii wstawania o świcie.
.
Próbowałam, naprawdę.
Wielokrotnie udowadniałam sobie, że wstawanie o 6:00 jest fajne. Że fenomenalnie mieć taki poranek. I to przekonanie musiałam w sobie zmienić – że wyspana Ania jest lepsza, efektywniejsza i bardziej zadowolona z życia niż Ania, która wstała rano, za to w kiepskim humorze.
.
No i po raz tysięczny w życiu zrozumiałam, że nie jestem (i nigdy nie będę) skowronkiem.
.
Jestem kawoszem. I tak jak w przypadku Wirusa Włoskiego Bakcyla, nie widzę szans (ani ochoty) na wyleczenie ;)

.
zdj. etsy.com
.
I nic nie obudzi mnie skuteczniej (i przyjemniej!) niż filiżanka aromatycznej, świeżo przygotowanej kawy. Najlepiej, gdy to mój mąż wchodzi do sypialni i podaje mi, zaspanej i jeszcze w odmętach snu, kawę do ręki. Nie ma bata, nie odłożę na później! Kawa nie udostępnia funkcji drzemka. Albo łapiesz ten moment, albo ci umyka.
.
To mnie przekonało, że wczesne poranki są sto razy lepsze niż te późne. Że jak zdążysz uchwycić wschód słońca, to już nigdy tego dnia nie zapomnisz.
.
Taki chcę mieć listopad. Trzydzieści cudownych dni przeżyć, NIE przespać. 
.
Ale zanim liście-spadną na dobre (i spędzę cały dzień na ich sprzątaniu) tradycyjnie dopijam z Wami ostatni łyk :)
.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA najbardziej włoskie kolory w całym roku, za kolejną rocznicę ślubu, za chłód i słońce na raz i za długie wieczory. Za kolejny pobyt nad morzem, trzeci raz w tym roku. Za weekend pełen cudownych ludzi, ale i wewnętrznego wyciszenia. I za Święto Makaronu (25.10), które mogłoby dla mnie trwać cały rok. Podobnie, zresztą, jak Święto Kawy ;)
.
Mogłabym wymieniać długo, bo jak się człowiek rozpędzi, to trudno przestać i nagle okazuje się, że życie jest całkiem spoko.
.
ostatni łyk

Zdradzę Wam, że wcale nie było tak sielankowo, jak to na zdjęciu wygląda. Wiało, padało i żeby dotrzeć na plażę, brodziliśmy po kostki w błocie. A po powrocie z podróży połowa mojej familii poległa w starciu z wirusami. Ale i tak było warto! :)

.


OGLĄDAM ostatnio nie Belfra, jak cała Polska, ale Watahę, jak całe Bieszczady. Szybko nadrobiliśmy z M. pierwszy sezon i brniemy w drugi – jeszcze lepszy od poprzedniego. Klimatów włoskich w nim nie ma (no, może poza widokami, które powalają swoim pięknem), za to rodzimych klimatów z pogranicza Polski tu pod dostatkiem. I te historie, nietypowy scenariusz, genialna gra aktorska i fabuła, która intryguje, a nie przytłacza – dla mnie rewelacja! Gorąco Wam polecam w połączeniu z czekoladowo-pistacjową panna cottą (przepis znajdziecie TUTAJ).
.
A jeśli wolicie coś włoskiego, dobre filmy polecam tu, tu i tutaj.

No chyba, że wybieracie się do kina i jeszcze nie widzieliście Vincenta, polecam tym bardziej!
.

Wróciłam właśnie z kina i mam do wyboru trwać w zadumie albo czym prędzej polecić Wam ten film, żebyście zdążyli zobaczyć “Vincenta” na dużym ekranie (zanim na dobre zaleje go fala “Botoksu” ?). Nie widziałam piękniejszego filmu, jeśli mowa o formie? i już dla niej samej warto wybrać się do kina. A gdy do tego dodamy wciągającą kryminalną akcję, a do tego fakt, że całość genialnie przybliża życie i twórczość jednego z największych artystów ?, to jeśli ten film NIE dostanie Oskara ? przestanę wierzyć w światowe kino. A tak jeszcze odrobinę wierzę ? Piękny film, dopracowany w kazdym milimetrze, w każdej milisekundzie. To samo muzyka ? Podczas utworu Lianne La Havas na samym końcu, gdy juz tylko napisy zostały, jeszcze długo nikt nie podnosił się z miejsc. Dla takich momentów wymyślono kinematografię, to pewne. Czuję się zaszczycona faktem, że mama reżyserki ? Doroty Kobieli ? należy do naszej grupy na Fb (znajdziecie nas po nazwie “Prawdziwe Włochy – grupa praktyków i entuzjastów”) i stąd też moje żywe zainteresowanie tematem. Jeśli “Twój Vincent” otrzyma nominację, to te Oskary będziemy grupowo na live’ie oglądać ?? To pewne!

Post udostępniony przez Ania Myszkowska (@primo.cappuccino)


SŁUCHAM ostatnio tego utworu. Pobudza jak kawa. Jego świetne, poranne tempo jest idealne do rozruszania i ciała, i zwojów mózgowych. Z włoskich klimatów, wkręcił mi się ostatnio kawałek Come Nelle Favole – ten z kolei świetny do podróżowania (z przyjemnością dopisałabym go do tej listy). Piękny tekst, cudny teledysk. Rzadko się zdarzają takie perełki.
.


PRACUJĘ NAD nowymi postami na listopad, bo to czas imienin bloga (Dzień Cappuccino 8.11.) oraz urodzin Ennio Morricone (10.11.). Obie okazje zamierzam hucznie świętować! :)
.
Dzień później, 11. listopada, spotykamy się w Toruniu na Il Primo Incontro – pierwszym oficjalnym spotkaniu czytelników Primo Cappuccino. To nie będzie tłumne wydarzenie, tylko kameralne spotkanie w pozytywnym klimacie. Nie da się napić kawy w gronie 100 osób, co najwyżej przybić sobie piątkę i wymienić zdawkowe zdania. A mi chodzi o rozmowę, o ciepły włoski klimat w gronie, które dobrze się ze sobą (po)czuje :) Z tego względu maksymalna liczba uczestników wydarzenia to 20 osób.
.
cappuccino, ostatni łyk, włoska kawa, kawa.
A na spotkaniu? Po pierwsze poznamy się osobiście, wspólnie napijemy się kawy, wina; objemy pizzą i ravioli, na to wszystko dobijemy się tiramisu i przegadamy (o Włoszech i nie tylko) całe sobotnie popołudnie :)
.
Jeśli nie możecie być
w tym czasie z nami, w ostatnim łyku listopada na pewno zdradzę Wam najbardziej pikantne szczegóły spotkania. Na blogu również pojawi się relacja, także jestem pewna, że poczujecie się, jakbyście pili tam kawę razem z nami :)
.


CZEKAM NA moment, w którym będę mogła opowiedzieć Wam o kolejnym projekcie w Primo i z przykrością odkładam to na kolejny miesiąc, bo okazuje się, że bez pomocy osób trzecich dam rady. Startuję w ostatnim tygodniu listopada i wtedy dowiecie się szczegółów ze specjalnego postu na blogu, a cały projekt (wraz z prezentem na cały 2018 rok) poznacie w Kawowym Liście, do którego subskrypcji gorąco zachęcam :)








CHCIAŁABYM… pić więcej wody. Przetestowałam kilka aplikacji i jedna z nich bardzo mi się przydała. Z jej pomocą okazało się, że przez większość czasu funkcjonowałam niedowodniona! Dlatego od kilku dni, zamiast narzekać na brak słońca i niedobór kawy, mocno pilnuję się w kwestii wody. I już czuję różnicę! Jedną z tych super korzyści są potężne zastrzyki energii. A podobno ma być jeszcze lepiej :)
.
Jestem ciekawa, czy pamiętacie o wodzie, gdy boli Was głowa lub nadchodzi obezwładniające zmęczenie? Ja w takich chwilach stanowczo domagam się kawy. I chcę zmienić to, że przed (no bo przecież nie zamiast) kawą pomyślę teraz o wodzie :)

.
ostatni łyk, slow life, relaks, taras, odpoczynek
Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama
.


CIESZĘ SIĘ życiem. Po prostu. Nie brak w nim trudnych momentów i sporych kryzysów. Ale dziś, jako mama trójki, cenię moje małe życie sto razy bardziej. Moje niewyspanie ma powód. Moje małe życie jest kruche, ciepłe, przytulne i spełniające mnie. Dzięki temu, moje duże życie nie frustruje, nie krzyczy, że powinnam być gdzie indziej. W takich okolicznościach, robi się wielkie rzeczy, gdy jeszcze są małe. I nie żałuje się ani chwili.
.


Jesień aż kipi od powodów, by ją kochać na zabój, choć to trudna miłość. Trzeba przymknąć oko na zacinający deszcz, chłód i narastające ciemności. Zostaje aromat porannej kawy i smak wieczornego wina. Przytulny dom i ludzie, bez których życie byłoby, po prostu, smutne. Więc ja tej jesieni uciekam w spotkania, w książki, w śmiech i tworzenie możliwości, zamiast narzekanie na okoliczności.

A tymczasem zostawiam Was z takim cytatem. Niech skutecznie rozjaśnia te listopadowe mroki.
.

Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne.

(Tove Jansson)
.


A jak tam Wasz październik? Dopiliście już ostatni łyk?