Ostatni łyk marca.

Jaśmin, pistacje i obłędny zapach cytrusów – tak kojarzy mi się tegoroczny marzec. I wcale nie musiałam się przenosić na Sycylię, by tego doświadczyć.


Piątek, gorące popołudnie. Dopijam zimną kawę z kroplą kremówki, do tego z fusami na dnie, których nie udało mi się przecedzić przez zbyt duże sitko. Powiecie: Oszalała? Gdzie się podziało jej cappuccino? Ha! Też chciałabym wiedzieć. Wiem natomiast tyle, że ekspres do kawy odmówił mi posłuszeństwa (może spóźnił się z Dniem Wagarowicza?), kawiarkę mam na gaz, gaz był w butli, lecz ta butla nagle okazała się pusta. A w lodówce zabrakło mleka.
.
Co tam, piątek wszystko zniesie.
.
Zresztą, w takie dni jak dziś, przy życiu trzyma mnie coś innego. Spoglądam wstecz, uśmiecham się. Jak wiele się udało, ile pomysłów, rozmów, olśnień.
.
Dopijam ostatni łyk. I dzielę się nim z Wami.
.
I Was zapraszam do tego samego! Z przyjemnością poczytam, jak u Was wyglądał marzec :)
.


SŁUCHAM ostatnio wciąż tego samego. Playlista Deep focus na Spotify, przy której najlepiej pisze mi się nowe teksty. I jeszcze podcasty w smartfonowej aplikacji Podcast Addict, którą odpalam zawsze, gdy wykonuję rutynowe czynności, a która sprawia, że robię je trzy razy przyjemniej. Gdy mam dostęp do wifi, słucham Radio Milano – od niedawna dostępne w aplikacji na Androida, więc teraz włącza się je jednym dotknięciem. Otaczanie się językiem włoskim wcale nie jest tak skomplikowane, jak się wydaje, no i zawsze to mimowolna nauka :)
.


CZUJĘ SIĘ trochę zmęczona, bo mam za sobą tydzień, w którym prawie wszyscy domownicy postanowili się poprzeziębiać. Ale wychodzimy na prostą, i mimo wszystko nie był to tydzień stracony, dobrze czasem pobyć ze sobą trochę więcej czasu niż tylko popołudnia i weekendy. Oczywiście, pod warunkiem, że ma się fajną rodzinę!
.
Co będę robić przez weekend? Odsypiać nocki! Do tego spacerować, grillować i skupić się na wytwarzaniu witaminy D, skoro słońce nareszcie wynagradza nam swoją długaśną nieobecność!
.


CHCIAŁABYM żeby cały kwiecień był taki cudowny jak końcówka marca! :)


JESTEM WDZIĘCZNA ZA Wasze reakcje na Kawowy List  Zanotowałam je sobie na czarną godzinę, na wypadek, gdyby kiedyś odechciało mi się pisać! Po drugie, słyszę ostatnio same budujące historie i to na żywo, od osób, które znam od lat – i nie posiadam się z radości, że otaczają mnie tak wartościowi ludzie.

Jakby tego było mało, mój synek nauczył się rechotać ze śmiechu i wciąż doskonali tę umiejętność! Dostałam też wiadomość od ojca franciszkanina, który przeczytał mój post o 30 rzeczach, za które pokochasz Asyż i trzy razy mi pogratulował, po czym dowiedziałam się, że aktualnie stacjonuje w Bari i już w ogóle zrobiło mi się miło.
.
Cóż powiedzieć, la vita ? bella!
.

Teraz już wiecie, jak wyglądam po godzinach ??? #żeNibyJakWiosna #dziękiCórko #chociażZaTęTalię

Post udostępniony przez Ania Myszkowska (@primo.cappuccino)


PRACUJĘ NAD rozwojem i strategią marki Primo Cappuccino, i mimo że dałam sobie rok na spokojne przemyślenie przyszłości bloga, to już teraz w głowie kłębi mi się masa pomysłów. Chcę dać im dojrzeć do momentu, aż ujrzą (nie tylko) internetowe światło. Bardzo mi pomaga Blogowa Grupa Wsparcia, w której wraz z innymi piszącymi działamy od kilku miesięcy. Jej pomoc okazuje się nieoceniona! Cokolwiek w życiu robimy, warto, myślę, mieć kontakt z ludźmi, którzy w pewnych kwestiach myślą podobnie i zawsze zrozumieją nasze rozterki. Od razu robi się lżej na duszy!
.


CIESZĘ SIĘ z bardzo wielu rzeczy, ale dziś skupię się na włoskich drobiazgach. Dawno nie najadłam sie tyle pistacjowego kremu i pesto z pistacji niż w ostatnim miesiącu! W poście o przysmakach z Sycylii przyznałam się Wam do mojego absolutnego uzależnienia od wszystkiego, co ma w sobie te orzechy, więc gdy więc zobaczyłam pesto, które ma aż 70% pistacji w składzie, oniemiałam ze szczęścia. Nie muszę już chyba wspominać, że gdy otwieram te słoiczki, dzieje się to samo, co na załączonym obrazku ;)
.
Cieszę się też ze zmian, które toczą się grupie podróżniczej na Facebooku oraz z każdej osoby, która dołączyła do nas w marcu i doświadczyła wsparcia w planowaniu podróży. Jest nas już ponad 2000! Jeśli jeszcze Was tam nie ma, serdecznie zapraszam! Czuję się jednak w obowiązku ostrzec Was, że w tym miejscu każde marzenie automatycznie zmienia się w realny cel :)
.


UCZĘ SIĘ włoskiego tą metodą i wciąż sprawia mi to frajdę. Kto wie, może i Wam się spodoba? Uczę sie także tego, jak wrzucać na luz, gdy zadania piętrzą się jak szalone a doba wciąż ma tyle samo godzin. Wiem, że moim problemem nie jest ilość czasu, tylko zbyt duże wymagania wobec siebie. Więc czasem wiele musze sobie odpuścić, inaczej w ogóle nie chodziłabym spać, że o odpoczynku nie wspomnę. Z tego też powodu na zaległe maile z ostatniego tygodnia odpowiadam jutro! Zaczekacie jeszcze chwilę?
.
A tymczasem taki cytat, na mnie działa! :)

.
Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność.

Ja zapisuję rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej, niż można osiągnąć.

(W. Osiatyński)

.


CZYTAM  Gdzieś dalej, gdzie indziej Dariusza Czai i dopiero stąd dowiaduję się, że Muratow w swoich Obrazach Włoch podróżował po Apulii motocyklem. Jakiś czas temu na blogu Secundum (polecam, fajnie pisze!) wyczytałam, że warto oceniać książkę po pierwszym zdaniu. Jak tylko na to wpadłam, możecie sobie wyobrazić, że przejrzałam najważniejsze książki pod kątem tego, jak się zaczynają. A Dariusz Czaja zaczyna swoją książkę tak:

.
Tylko naiwni wierzą jeszcze, że tak naprawdę podróżujemy jedynie wtedy, gdy fizycznie przemieszczamy się w geograficznej przestrzeni.

.
Sami więc rozumiecie, że z miejsca podbił moje serce!
.
Patrzeliście kiedyś na swoje książki pod kątem pierwszego zdania? Z ogromną przyjemnością poczytam, jak zaczynają się Wasze ulubione książki.
.


CZEKAM NA to, jak rozwinie się kwiecień, choć oznacza dla mnie sporo zamieszania. Najpierw Wielkanoc, dla mnie i mojej rodziny najważniejszy czas w roku, dwa tygodnie później ślub i wesele najmłodszego brata. Wiem, że wśród Czytelników bloga są już przynajmniej dwie osoby, które też ślubują 29 kwietnia, a może jest Was więcej?
.
Następny Ostatni Łyk wypadnie po tym wszystkim i mam nadzieję, że dojdę już na siebie na tyle, by z powodzeniem przelać na ekran to, co będzie chciała powiedzieć głowa ;)  Oczywiście, biorę pod uwagę scenariusz, że nikt nie będzie mnie w tych dniach czytał, wszak to już majówka i w tym czasie będziecie pewnie spacerować w najlepsze po krętych uliczkach włoskich miasteczek. Czego Wam gorąco życzę!
.


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

* Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Posmakuj Kawowego Listu, który poderwie Cię w górę lepiej niż tirami s? :)

* Dołącz do mojej grupy na Facebooku, w której wspieramy się i dzielimy konkretnymi poradami nt. podróżowania do Włoch.


 

Więcej w Cykle na blogu
Ostatni łyk lutego.

Ostatni Łyk niech będzie więc naszym małym podsumowaniem każdego miesiąca. Nadal we włoskim stylu, jednak w pełnej dowolności, niech panuje w nim...

Zamknij