Mieć pasję do pasji. Czyli co mi dało ostatnie pół roku

Dziś mija magiczne pół roku odkąd postawiłam swoje pierwsze słowa na jeszcze wtedy pustych blogowych stronach. Z tej okazji kilka refleksji tudzież życzeń. Niekoniecznie włoskich, nie tylko blogowych. 


Na sam początek podziękowania należą się Wam! Za to, że jesteście, wspieracie, komentujecie, lajkujecie i dzielicie się tym, co w Waszych głowach. Dzięki za to, że dajecie się inspirować. Dzięki, że i Wy inspirujecie.

Z tej okazji taki utwór. Bo poza wiarą, rodziną, podróżami i pisaniem, moim życiem jest muzyka. Bo uwielbiam U2. Bo chodzi za mną od tygodnia i nie chce się znudzić.

Utwór niewłoski, z zupełnie niewłoskiego filmu, więc możemy przejść (w końcu) do dzisiejszej refleksji. Bo sęk w tym, że nie wszystko włoskie, o czym warto pisać. A grunt to nie dać się wbić w żaden schemat. Mieć punkt odniesienia, ale się w nim nie zamykać. Mieć oczy, uszy i poglądy szeroko otwarte.

.

Żywię do Włoch miłość z wyboru, nie z konieczności ani też nie przez różowe okulary. Cenię sobie spojrzenie bardziej realne i w szerszej gamie kolorów. Znam i cenię jednak swój punkt odniesienia. 

Zatem, w dzisiejszym tonie kontynuując, życzę i Wam, Czytelnicy i Wam, Blogerzy, różnorodności! Zarówno w życiu, w pracy, jak i we wszystkich dziedzinach, którymi się zajmujecie. Ale życzę Wam i tej stałości, która gdzieś w tle zawsze będzie się przewijać.

.

Żebyście, jak to Stuhr Młodszy zgrabnie ujął, mieli nieustającą pasję do pasji i czuli to zarówno podskórnie jak i pod klawiaturą, że nie oznacza to w życiu samych tylko przyjemności. Że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, by życie ruszyło naprzód. Zamiast stać w miejscu. Lub, co gorsza, kręcić się w kółko. Najczęściej wokół nas samych.

.

Dlatego nadal, niezmiennie piszę o tym, co chcę utrwalić, nie tylko o Włoszech, ale tylko to, co sprawia mi frajdę. Tylko wtedy, gdy ja będę to robić z pasją, Wy poczujecie ją u siebie. Zatem wiedzcie, że piszę najpierw dla Was, dopiero potem dla siebie. Bez Was całe to blogowe przedsięwzięcie miało zupełnie inny sens, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nie ma. Jeśli nikt nie będzie czytał, nikogo nie zainspiruje, nikogo nie wesprze ani nie pomoże. A sam piszący? Pisanie dla samego pisania jest jak posiadanie okna dla samego okna. Na co okno, jeśli nikt przez nie nie patrzy. Równie dobrze mogłoby to być lustro. I nikt by nie zauważył różnicy. Tylko jego właściciel przeglądałby się wciąż tylko w sobie.


Życie jak i blogowanie bez ludzi nie ma sensu.
Dzięki, że jesteście. I Wy, inni Blogerzy i Wy, moi Czytelnicy. Jedynie Wy (poza moją ząbkującą córką;) jesteście w stanie zmotywować mnie do zarwania kolejnej nocy, by dalej pisać, pisać i pisać.

.