książki które zmieniły moje życie, książki które warto przeczytać, inspirujące książki, psychologiczne książki, włoskie książki, książki o Włoszech

35 książek, które miały największy wpływ na moje życie.

Książki dzielą się na dwie kategorie: te na godzinę i te na całe życie.
(John Ruskin)

Pięć lat temu spisałam całą listę wniosków, które znajdziesz pod tytułem: 30 wniosków na trzydzieste urodziny. A ponieważ większość z nich jest aktualna i nie chcę się powtarzać… W tym roku postanowiłam zrobić podsumowanie innego rodzaju.


Wahałam się między 35 książkami a 35 utworami muzycznymi, które wywarły największy wpływ na moje życie. W ankiecie na Facebooku, jak i na Instagramie, zdecydowaną przewagą głosów wygrały książki. Na pocieszenie dla wszystkich, którzy wybrali utwory muzyczne, obiecuję, że takie zestawienie też pojawi się na blogu i postaram się, żeby to nastąpiło jeszcze w tym roku. 


A tymczasem, zanurkowałam głęboko we wspomnienia i w zakamarki moich zbiorów i oto co zebrałam. Przyznaję, że nie było łatwo!

Od razu zaznaczę, że to książki wybrane ze wszystkich podróżniczych, pilockich, rozwojowych, duchowych, naukowych, psychologicznych, powieści itp., jakie kiedykolwiek przeczytałam. Nie z tych, które mi się podobały najbardziej, bo tych byłoby setki, ale są to tytuły, które wpłynęły jakoś na moje życie, czyli wykonały w nim punkt zwrotny. Znaczący! 


Nie będą to recenzje książek, opowiem Ci raczej, w jaki sposób te książki wpłynęły na moje życie lub jak mi pomogły. Mam nadzieję, że i Ciebie zainspirują :)

 

Oto moja lista! 

 

Tylko kolejność pierwszych trzech książek ma znaczenie. Pozostałe są ułożone bez chronologii i bez względu na stopień ważności. Wszystkie książki zmieniły moje życie w jakimś stopniu i każdą opiszę właśnie pod tym kątem, ale w taki sposób, byś i Ty mógł wyciągnąć dla siebie coś dobrego.

1. Biblia

Nigdy nie kryłam się z wartościami, które wyznaję i którymi świadomie kieruję się w życiu. Pierwszy tytuł nie mógł być inny. 


Zaczęła zmieniać moje życie, gdy zamiast stać na półce, codziennie fragment po fragmencie zaczęłam ją czytać. Polecam zwłaszcza “Psalmy” z rana, są na każdy stan ducha, na każdą okoliczność, mimo że powstały tysiące lat temu i napisał je człowiek, który (gdyby zagłębić się w historię) był niezłym gagatkiem.


Nowy Testament to studnia inspiracji, listy apostołów otwierają serca, przypowieści Jezusa to najlepszy storytelling, a Jego słowa i całe nauczanie – to dopiero życiodajne treści. Po tej “książce” jest długo, długo nic i dopiero następny tytuł.

Nie ma tu słowa w stylu “możesz być kim chcesz, jeżeli tylko chcesz wystarczająco mocno”. To zbiór zasad, które sprawdzają się w każdej sytuacji. W pracy, w życiu prywatnym, czy nawet w wychowaniu dziecka.

Książka mówi dużo o DZIAŁANIU, co jak wiadomo nie jest zbyt popularne w praktyce, bo wielu ludzi myśli, że jak wiecznie będą czytać, jak działać, to w końcu to zacznie działać. A działanie najlepiej sprawdzać w praktyce. Zacząć to robić.


Książka otworzyła mi oczy na wiele spraw i momentów w życiu, które mnie blokują. A trzy rzeczy utkwiły mi w głowie na całe życie i noszę je w głowie od wielu lat.


Proaktywność
– czyli aktywne działanie tylko w obrębie tego, na co mam rzeczywisty wpływ. A odpuszczanie spraw, które do mnie nie należą i ode mnie nie zależą. Tą energię lepiej przekierować na obszary, w których rzeczywiście mogę coś zrobić.


I powiedzenie, które tak lubię: “Boże, daj mi kawy, bym mógł zmieniać, co mogę zmieniać i wina, bym umiał zaakceptować to, czego zmienić nie mogę” – wspaniale mi się z Covey’ową zasadą połączyło. 


Druga rzecz to synergia. Czyli sytuacja, w której 2+2 daje dużo, dużo więcej niż 4. Covey pokazuje dobitnie, jak ważne jest współdziałanie, współpraca i podążanie w tym samym kierunku – to daje o wiele wspanialsze rezultaty, niż się na początku wydaje.


No i trzecia rzecz. Covey odniósł sukces, żyjąc w zgodzie ze swoimi wartościami i będąc jednocześnie ojcem 9 dzieci. W książce pojawiają się wzmianki o tym, jak tych 7 zasad sprawdziło się u nich na co dzień w domu i jak ukształtowało całą ich rodzinę. Wiedza bezcenna!

Książki które zmieniły moje życie – 7 nawyków skutecznego działania

3. Antoine de Saint-Exupéry "Twierdza"

Na wiele lat przed tym zanim zaczęłam pisać o tym na blogu, to w tej książce trafiłam po raz pierwszy trafiłam na myśl: 


“Nie liczy się cel, ale droga” 

Dziś mam wrażenie, że widzę je w wielu miejscach, ale wtedy to było jak odkrycie. I spodowowało, że zaczęłam cieszyć się “drogą”, czyli całym życiem, które działo się pomiędzy, zamiast żyć od celu do celu. Z nastawieniem na drogę, mam satysfakcję i mogę czuć spełnienie już na każdym etapie drogi, a nie dopiero wtedy, gdy osiągnę cel, co do którego nie mam 100% pewności, że da mi podobne poczucie. To jest ogromna różnica i nieporównywalnie wyższy komfort życia.

“Twierdza” smakowana po kawałku, nauczyła mnie dużo więcej i wiele dzisiejszych przekonań jej zawdzięczam.


Nie da się jej czytać jednym tchem, bo są tam fragmenty, które dech zapierają i zmieniają utarte w głowie schematy. Warto codziennie o świcie albo przed snem przeczytać kilka zdań i pozwolić im zakiełkować.

książki które zmieniły moje życie, Twierdza, inspirujące książki,

“Potępiam pychę, ale nie dumę; gdyż jeżeli tańczysz lepiej od innych, dlaczego byś się miała upokorzyć wobec tej, która tańczy źle? Istnieje forma dumy, która jest miłością tańca. Ale miłość tańca nie jest tym samym co miłość do siebie tańczącej. W dziele znajdujesz własny sens i dzieło jest ponad tobą. I nigdy go nie zakończysz, chyba umierając. Tylko próżna tancerka jest już zadowolona, nie idzie naprzód, ale wpatruje się w siebie i wyczerpuje się w tym podziwie. Co może otrzymać od  patrzących – tylko oklaski. Lekceważymy takie aspiracje, my, wieczni wędrowcy kroczący ku Bogu, bo nic w nas nie może nas zadowolić.

(…)

Pokora nie wymaga, abyś się upokarzał, ale abyś się otwierał. Jest kluczem umożliwiającym wymianę. Dopiero wtedy będziesz umiał i dawać, i otrzymywać. Właściwie niepodobna odróżnić jednego od drugiego – są to słowa na oznaczenie tej samej drogi. Pokora nie jest poddaniem się wobec ludzi, ale wobec Boga. Tak jak pojedynczy kamień nie jest poddany innym kamieniom, ale świątyni. Służąc czemuś, służysz dziełu tworzenia.”

Kiedy jako świeżo upieczona maturzystka ruszałam na podbój Rzymu, byłam właśnie po lekturze tej trzytomowej powieści ze Starożytnym Rzymem w tle. Brzmi nudnie, ale książka okazała się rewelacyjna, a ja pokochałam ten Rzym, zanim go jeszcze zobaczyłam.

I o dziwo, podczas mojego pobytu w stolicy, zakochałam się z Forum Romanum, głównej pozostałości po starożytności. To te stare zaułki najbardziej wryły mi się w pamięć i choć trochę pozwalały wyobrazić sobie tamte czasy i codzienność moich bohaterów. Byłam pod ogromnym wrażeniem! Na tyle, że po powrocie przeczytałam te trzy tomy raz jeszcze. Jednym tchem. Takie wtedy było moje miejsce w Rzymie.


Akcja powieści dzieje się w Starożytnym Rzymie, a przez większość czasu czułam, że spokojnie mogłaby opowiadać o współczesności, tyle nas łączy. Nie ma nic wspólnego z typowym wyciskaczem łez, jest i wątek duchowy, i rozwijające się uczucie, i
szalona odwaga płynięcia pod prąd, bardzo życiodajna zresztą.

Bardzo dobra, gdy chce się na nowo odnaleźć sens życia. Mnie ukształtowała na długo i to akurat w dość ważnym momencie, w którym się znalazłam na chwilę przed podjęciem studiów i przeprowadzką do innego miasta.


Książki kupiła moja mama i byłam jej bardzo wdzięczna, że wzięła wtedy trzy tomy od razu, bo połykałam jeden za drugim:

 

1. Głos na wietrze
2. Echo w ciemności
3. Jak świt poranka

Książki które zmieniły moje życie – Znamię Lwa

Dzięki temu, że bibliotekę miejską miałam pod nosem, połknęłam wszystkie 12 tomów jeszcze przed 13 rokiem życia. Uwielbiałam czytać o jego kolejnych przygodach, nie tylko ze względu na skarby, tajemnice i wątki kryminalne. 

Doceniałam poczucie humoru głównego bohatera i jego dystans do siebie, jeśli chodzi o auto. Auto, które wyglądało jak grat, co było powodem powszechnych drwin, ale pod maską skrywała się prawdziwie dzika maszyna. Wygląd to nie wszystko, to tylko namiastka. Jeśli wiesz, co masz w środku, masz pewność i poczucie wartości, którego nie zniszczy przypadkowy komentarz czy czyjeś odmienne zdanie – tego nauczyła mnie ta seria.

A to wszystko przy okazji wciągających, przygodowych historii, z detektywistycznym zacięciem, kóre rozpaliły pasję do przygód i podróży w mojej, dość młodej jeszcze głowie :)

 

Jedna z rzeczy, której o mnie jeszcze wiecie, to ta, że kocham śpiewać – i robiłam to przez większość swojego życia. Kiedyś myślałam, że z pięknym głosem trzeba się urodzić, czyli jak z każdym talentem – dopiero z czasem zrozumiałam, że talent to 1%, pozostałe 99% to praca.


Tak samo jest ze śpiewem. Słuch muzyczny czy wyjątkowa barwa głosu to ten 1%, pozostałe 99% to rozwijanie skali, praca nad głosem, praca na całą ścieżką mięśni, które biorą udział w tym, by ten głos z siebie odpowiednio wydobyć.


Nie jestem specjalistką w zakresie emisji głosu, raczej uczennicą, ale wiem, że praca nad głosem, to rzecz, która przydaje się nie tylko w śpiewie, ale w wielu zawodach i obszarach życia. Mi się gigantycznie przydała w pracy pilota wycieczek, gdy używałam głosu przez wiele godzin dziennie. 


I wiem już, że po treningu emisji głosu czy lekcji śpiewu, można mieć zakwasy, jak po każdym solidnym wysiłku fizycznym :)

Książki które zmieniły moje życie –  Mówię i śpiewam świadomie

Kupiłam tę książkę Piotrowi jeszcze przed ślubem i to była jedna z lepszych rzeczy, jakie zrobiłam. A zanim mu ją dałam, sama ją przeczytałam. Gdy ją czytałam, nie wiedziałam jeszcze, że zostanę w przyszłości mamą aż trójki chłopaków. A dziś już wiem, że to książka, którą powinien przeczytać nie tylko każdy mężczyzna, ale i każda mama, która ma syna


“Dzikie serce” czyta się jednym tchem. Pełna jest błyskotliwych uwag i humoru autora, a przy tym bardzo konkretna. To jeden z tytułów, do których wrócę w pierwszej kolejności. I tym razem będę czytać dwa razy wolniej. 

“Jeśli masz jakieś wątpliwości, czy Bóg kocha dzikość, spędź jedną noc w lesie — sam. Idź na spacer w czasie burzy. Popływaj wśród stada waleni. Złap rozwścieczonego samca łosia. Czyim pomysłem w końcu one były? Wielka Rafa Koralowa ze swymi cudownymi białymi rekinami, dżungla w Indiach z tygrysami, południowozachodnie pustynie z grzechotnikami — czy opisałbyś je jako miłe miejsca?”

Ta książka uratowała mnie jako mamę, gdy pierwsza dwójka moich dzieci urodziła się z niewielką różnicą wieku. Ilość porównań, które (bliższa i dalsza) rodzina i znajomi kierowali do dzieci, przechodziła moje pojęcie! Począwszy od tego, jak śpią, jak jedzą, jak się bawią, co i jak mówią, czego jeszcze nie mówią – i to wszystko bez względu na różnicę płci, okoliczności życia, kompletnie inne charaktery, upodobania no i wiek – wszystko było inne!

Książka otworzyła mi też oczy na relacje między rodzeństwem i przydała mi się od pierwszych dni, przede wszystkim kształtując moje myślenie – bo to musiało się zmienić najpierw. A potem realnie w sytuacjach między maluchami, by w praktyce, za pomocą konkretnego postępowania (zwłaszcza podczas konfliktów) pomóc im nawiązać fajną siostrzano-braterską więź.


Książka przydaje się też samym dorosłym, którzy często po jej lekturze po wielu latach godzą się z rodzeństwem, zaczynając rozumieć sytuacje i role z dzieciństwa, w które nieświadomie zostali wrzuceni – a które skutecznie zaburzyły ich wzajemne relacje.

Książki które zmieniły moje życie – Rodzeństwo bez rywalizacji

9. Irena Chołuj "Urodzić razem i naturalnie"

Szata graficzna jest kiepska (nad czym ubolewam), za to zawartość tej książki jest bezcenna! Zawiera wszystko to, czego nie wiedziałam przed i przy pierwszym porodzie, a co uratowało mi psychikę w kolejnych trzech porodach.


Poczucie sprawczości i kobiecej mocy, które rodziło się we mnie w trakcie czytania, to jedno z najlepszych doświadczeń w życiu.


Przed każdym porodem na nowo czytałam tę książkę, by mieć poczucie siły i uświadomić sobie, że ta siła jest nie do zatrzymania. Jak ważne jest, by jej nie zagłuszyć w  sobie ani nie pozwolić na to personelowi. Dzięki tej książce wiedziałam, jak przejąć kontrolę nad sytuacją i być w zgodzie z naturą, która jest nie do zatrzymania.

Ale gdy coś lub ktoś ją zablokuje (np. stres, strach, poczucie podporządkowania – czytaj: ja przy pierwszym porodzie), trudno ją wzbudzić na nowo i bywa, że zostają już tylko metody medyczne.


I najważniejsze, w czym pomogła mi ta książka, to poczucie, że rodzi nie tylko kobieta. To dziecko się rodzi. A ono nie wie, co się dzieje, jest przerażone, nie ma pojęcia, w kogo ręce trafi prosto z przytulnego świata mamy – jedynego który zna. Będzie mu zimno, będzie musiało się nauczyć oddychać, jeść i będzie musiało nosić ubrania. Tyle nowych i przerażających rzeczy na raz. Książka mnie uczuliła na świat dziecka w momencie porodu. Żeby myśleć z każdym skurczem o maleństwie, które się boi, a nie tylko o sobie, że boli. To naprawdę dodaje mocy.


Czasem się śmieję, że gdybym nie prowadziła bloga o podróżach, Włoszech i włoskich klimatach, to jestem pewna, że mogłabym pisać o narodzinach i wpływie na psychikę kobiety i dziecka całej tej otoczki.ni

To z niej zaczerpnęłam myśl “rób codziennie jedną rzecz, której się obawiasz”. Dzięki książce zadałam sobie kilka nieoczywistych, ale kluczowych pytań, które zmusiły mnie do zastanowienia się sensem niektórych moich działań.

Przeszłam też na dobre na dietę niskoinformacyjną, wybieram treści które wpuszczam do swojej głowy, a wiadomości i informacje z dnia czytam przez kilka minut dziennie, zamiast dać się im zawalić w tv, radio czy w internecie. Dzięki czemu mogę skoncentrować się na kluczowych sprawach.

Zawsze starałam się myśleć nieszablonowo i widzieć rzeczy z kilku stron na raz, ale dziś staram się też tak działać. Uciekłam od życia na etacie, co nie oznacza, że jest bezproblemowo, ale jest po mojemu. Mogę działać proaktywnie, mając wpływ na wiele rzeczy, zamiast usprawiedliwiać się, że nic ode mnie nie zależy.


I co najważniejsze, nauczyłam się zastępować poczucie “głodu czasu” poczuciem obfitości. Nie ma czegoś takiego, jak brak czasu na coś. Czasu mamy wszyscy tyle samo i decydujemy, na co go przeznaczyć, wiedząc, że nie da się zrobić wszystkiego, starcza go tylko na najważniejsze rzeczy. I że czasem coś dzieje się kosztem czegoś innego i warto przycisnąć, żeby później życie mogło wrócić do normy.

Mam tę książkę u siebie od jakichś 5 lat. Sprawiła, że jeszcze bardziej pokochałam historię i zaczęłam rozumieć, skąd wywodzi się taki a nie inny styl życia Włochów z poszczególnych regionów, miast, miasteczek i wioseczek. Pozwoliła mi ułożyć w głowie wiedzę o Włochach, wielu faktów z historii i tradycji kuchni włoskiej – w sensowną całość. 

Co prawda, ilekroć po nią sięgam, dramatycznie wydłuża się moja lista miejsc do odwiedzenia i potraw do odtworzenia, ale świadomie i z pełną premedytacją się na to godzę :)

Książki które zmieniły moje życie – Sekrety włoskiej kuchni

Gdyby nie polecenia, na które się natknęłam i to, że Piotr dostał ją od kogoś w prezencie, nie sięgnęłabym po nią. Podobnie jak w przypadku “7 nawyków…” zraziłabym się, że to kolejny amerykański poradnik o wszystkim i o niczym.

Książka z tych obowiązkowych, która pomaga zrozumieć przede wszystkim swojego partnera. Nie mówię, że rozwiązuje wszystkie problemy, o nie, ale pomaga pojąć tok myślenia, oczekiwania i podejście drugiej strony. Dlatego, że każdy z nas może inaczej odbierać także takie kwestie, jak okazywanie miłości.

To co jest szczęściem dla mnie, nie musi być szczęściem dla drugiej osoby. Niby prosta zasada, ale tak trudno nią żyć.

Książka pomaga odkryć język drugiej osoby, ale także rozpoznać swój – i umieć komunikować swoje potrzeby, zamiast czekać aż ktoś się ich domyśli.

Książki które zmieniły moje życie – 5 języków miłości

Jak dużo wiedziałam o zdrowym odżywianiu, tak naprawdę mało wiedziałam o samych jelitach, o ich gigantycznej roli dla odporności organizmu i o ich wpływie na funkcjonowanie całego ciałatakże i zdrowej psychiki. To było dla mnie duże odkrycie.

Gdy na przełomie 2018/2019 poważnie zachorowałam i potrzebowałam kilku miesięcy, by wyjść z choroby – między innymi ta książka pomogła mi przywrócić harmonię organizmu, potężnie wzmocnić odporność, a w połączeniu z szeregiem innych działań, szerokiej suplementacji, restrykcyjnej diety – wyjść z postępującej choroby, której przyczyn nie potrafili dociec specjaliści, więc jedyne co proponowali, to doraźne hamowanie jej skutków – kolejnymi lekami.

Książki które zmieniły moje życie – Jelita wiedzą lepiej

Pierwszy post Dąbrowskiej przeszłam jeszcze przed 20 rokiem życia – tak się odtrułam, że potem nie jadłam ani mięsa ani grama słodyczy przez kolejnych 8 miesięcy. 

Dziś takich postów nie stosuję, ale co roku pamiętam o jakimś oczyszczeniu, albo choć kilkudniowym “odtruciu” organizmu. Stres, styl życia (jakkolwek wolny i slowlajfowy by nie był, i tak są stresy, na które nie mamy wpływu), trudne przeżycia, toksyny w jedzeniu, wodzie, powietrzu, to powoduje, że non stop coś się zbiera i odkłada w naszym organiźmie i nie wiadmo, kiedy nasze zdrowie “wystrzeli” w kosmos.

Dlatego po zimie albo na początku lata, gdy już jest dużo warzyw sezonowych, staram się przeprowadzać takie “wymiatanie” syfu z organizmu. Nie z mało skuteczną motywacją, żeby wcisnąć się w wymarzone spodnie, ale z pragnieniem, by żyć w pełni sił
.

Pierwszy w życiu prezent, jaki dostałam od Piotra. Wstyd przyznać, ale przeczytałam ją dopiero po 8 latach. Zabrałam się za nią, gdy zostałam mamą i gdy maluchy nieco odrosły od ziemi, a ja zaczęłam na poważnie się interesować najważniejszymi umiejętnościami, jakie warto przekazać dzieciom, a których nie nauczy ich życie w społeczeństwie. Nie ma takiego przedmiotu w szkole i pewnie nigdy nie znajdzie się w programie nauczania.


Dlatego musimy zwracać na to uwagę w domu, bo rozwój inteligencji emocjonalnej to jedna z najważniejszych umiejętności w życiu – a ja lubię robić i uczyć się czegoś raz, co przydaje się przez resztę życia i na dodatek w wielu dziedzinach. 

Książki które zmieniły moje życie – Inteligencja emocjonalna

Książka, która dała mi wiele do myślenia nt. mojej roli jako kobiety i jako mamy, która będzie mieć córkę, przyszłą kobietę, którą w momencie czytania nosiłam pod sercem.

Wiedziałam, że będę chciała ją chronić przed tym, że będzie się czuła gorsza lub niewystarczająca z takich albo innych powodów, bo ktoś tak jej powiedział albo ktoś tak uznał.  I że “ma tę moc”, a bycie kobietą jest super, niezależnie od tego, co ktoś inny o tym sądzi.


Akcja książki toczy się w Afganistanie. Bohaterkami są kobiety, których życie od samego początku stanowi istne piekło. Lektura to poruszająca, ale nie beznadziejna. Uwrażliwiła mnie na inność, pozwoliła wyjść ze swojej bańki. 

W podobnym klimacie polecam też świetny film pt. “Dziewczynka w trampkach”. 

Książki które zmieniły moje życie – Tysiąc wspaniałych słońc

Wiele książek i przewodników przeczytałam, ale do tego mam szczególny sentyment, bo jako jeden z pierwszych otworzył mnie na myślenie, że Rzym to studnia bez dna i im więcej się go poznaje, tym więcej zostaje do poznania. Nie pokazuje całego Rzymu, bo np. Rzym chrześcijański jest mocno okrojony, niektóre zakamarki pominięte, ale to i tak dość ciekawie przygotowany, praktyczny spacerownik – brałam więc i spacerowałam bez końca. A później zabrałam na te rzymskie spacery mojego świeżo upieczonego męża Piotra, któregoś razu wręczyłam mu ten “Spacerownik” i dałam się poprowadzić :)

W układaniu spacerów po Rzymie w późniejszym czasie bardzo pomogła mi też Bożena Fabiani i jej
Rzym. Wędrówki z historią w tle.”  Rewelacyjnie dopełnia wcześniejszą pozycję, ale i jak mało która książka, przenosi mnie w rzymskie zakamarki. 

Moment, gdy otworzyłam tę ksiązkę (ze sporym sceptyzmem) jeszcze w księgarni i w pierwsza strona po otwarciu okazała się być początkiem rozdziału “Pisz. Pisarzem jest ten, kto pisze.”  Przeżywałam wtedy spore wątpliwości nt. tego, czy idę dobrą drogą, zakładając bloga. I ten moment, gdy stałam przy stoisku z książkami i czytałam ten rozdział, utwierdził mnie w przekonaniu, że cokolwiek by się nie działo, pisanie to dobry kierunek.

Książkę, oczywiście, kupiłam i połknęłam jednym tchem tego samego wieczoru.

Książki które zmieniły moje życie – Bóg nigdy nie mruga

Dzięki działalności Michała Szafrańskiego, a ostatecznie dzięki jego książce, przeżyłam czas swojej choroby, udaru Piotra a ostatecznie i pandemii, mając dochody pasywne i mając zbudowaną poduszkę finansową. Budżet domowy prowadzę od wielu lat, więc to nie była nowość, ale pozostałe elementy finansów osobistych, do których przekonuje Michał, bardzo mi pomogły zachować spokój ducha i skupić się na tworzeniu wartościowych treści, które pomagają moim czytelnikom i na codziennym życiu, zamiast w panice walczyć o przetrwanie.

Przy okazji wzmianki o Michale, musicie wiedzieć też, że to właśnie artykuł Michała Szafrańskiego, który przeczytałam w komputerowym magazynie w 2014 roku – zasiał mi w głowie PIERWSZĄ w życiu myśl o blogu :) Jak już wiecie, padło na żyzną glebę, a dziś już mogę powiedzieć, że wydało plon obfity (Michał, dziękuję!).

Ta książka nauczyla mnie wybierać to, co najistotniejsze i rezygnować z tych działań, które oddalają mnie od zamierzonego celu. Ciągle się w tym ćwiczę, ale gdy mi wychodzi, czuję niesamowitą lekkość w głowie. 


Zamiast wiecznie wydłużać listę rzeczy do zrobienia, uczę się patrzyć na nią i wykreślać połowę. Od kilku lat
regularnie upraszczam życie w kilku obszarach: rzeczy materialne (jak najmniej i najlepszej jakości, na jaką mnie stać), projekty blogowe (pożegnałam się z tymi nudnymi; zrezygnowałam też z części dochodowych, których “nie czułam”), głowa (dopuszczam do siebie minimum informacji, używam aplikacji, notanika elektronicznego i papierowego do zapisywania wszystkich pomysłów, które potem biorę na tapet i część odsiewam, a część wdrażam lub odkładam na lepszy czas – w ten sposób niektóre projekty dojrzewają miesiącami, a niektóre nawet latami).


Rozumiem też, że
czasami trzeba spiąć cztery litery, by czegoś dokonać, ponieważ zawsze coś odbywa się kosztem czegoś innego, ale potem można spokojnie wrócić do swojej codzienności. 

Książki które zmieniły moje życie – Esencjalista

To właśnie z tej książki nauczyłam się przyrządzać najbardziej oryginalne z oryginalnych i najsmaczniejsze, jakie jadłam, spaghetti z sosem pomidorowym. To kobieta, która twierdziła, że wszystko, co u niej widzimy, zawdzięcza spaghetti. A ja spaghetti zawdzięczam jej.

Film z mojego i Piotra ślubu zaczyna się od żartem wypowiedziany słów: “I ślubuję Ci spaghetti co drugi dzień” i te słowa ciągną się za mną po dziś dzień, stąd wypadało stać się specjalistką od spaghetti ;) Całą tę historię oraz tajemny przepis Sophie Loren możecie poznać pod tym tytułem.

Tę pozycję dopisałam pod koniec szkicu, nie wpadając na to, że skoro w dzieciństwie czytałam tę powieść we wszystkich odcinkach i to kilka razy, to musiała mieć na mnie wpływ. Zainteresowanie “Anią…” zawdzięczam mamie, która zaszczepiła we mnie miłość do książek w ogóle.

To ona przez lata podsuwała mi coraz to ciekawsze książki i opowieści, które wnosiły w życie dużo więcej niż tylko chwilowe zabicie czasu. 


Nie mogłam się doczekać momentu, gdy będę czytać swoje książki z dzieciństwa moim dzieciom. Anię pokochały od razu! 


Dziś doceniam też aspekt pisarski, który się przewijał przez całą serię. Ania ostatecznie została uznaną pisarką wtedy, gdy zamiast górnolotnych tekstów, zaczęła pisać o tym, co kochała najbardziej – dopiero wtedy odniosła spektakularny sukces. 

Tę serię zaczęłam “połykać”, tytuł po tytule, dzięki mojemu bratu. Miałam jakieś 12 lat, kiedy na dobre zakochałam się w kryminałach. Tej serii na pewno nigdy nie podsunęłaby mi mama, ale na szczęście miałam jeszcze starsze rodzeństwo.

Moje zaciekawienie kryminałami i powieściami detektywistycznymi wzięło się właśnie stąd. Jeśli czyta je starszy brat, którego lubisz i podziwiasz, to już całkiem poważny argument, że warto. To ze wspólnego czytania tej serii wzięły się nasze pierwsze wspólne tematy do rozmów i siostrzano-braterska przyjaźń na lata.

24. Jan Kaczkowski "Grunt pod nogami"

“Grunt to twardo stąpać po ziemi i nie przestawać patrzeć w niebo. Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje.” 

Książka niełatwa, ale niesamowicie ważna. Kilka lat temu na raka umarł mój brat i czytając tę książkę, pisaną przez człowieka, który wie, że nie wyzdrowieje, było oczyszczającym doświadczeniem. A cytat, który mówi o nie unikaniu tematu, przydał mi się przy każdej trudnej sytuacji, która przetoczyła się przez moje życie.

Współczuć – nie oznacza, że trzeba rozumieć, co ktoś przeżywa. Współczucie oznacza gotowość: “przejdziemy przez to razem”. Poczucie, że ma się kogoś, kto jest GOTOWY zrozumieć i by być obok, wysłuchać kiedy trzeba i nie pytać, kiedy nie masz ochoty mówić – to najcenniejsza rzecz w każdym kryzysie.

Trzeba natychmiast żyć. Jest później niż się wydaje

„My, chorzy, od najbliższych wcale nie potrzebujemy głupiego pocieszactwa. Potrzebujemy, żebyście się nie bali z nami o tym rozmawiać. (…) Potrzebujemy od was takiego przekazu: ‘Boję się o ciebie, jak nie wiem co. To jest trudna sytuacja, zrobimy wszystko, żebyś wyzdrowiał, będziemy walczyć, ale nie bój się. Wszystko jedno jak będzie, czy dobrze, czy źle, ja z tobą będę, nie zostawię cię.”’

...i tu zrobię sobie przerwę.

…bo 35 książek to naprawdę dużo i przyznaję, że mózg mi już paruje. Daję sobie miejsce w tym wpisie i czas w ciągu najbliższych tygodni, by dopisać pozostałą jedenastkę. Nie chciałabym, by jakiś tytuł wpadł na tę listę z pośpiechu lub bez wyraźnego wpływu na moje życie.

Nie zamierzam robić takich zestawień co roku, więc zostawiając sobie szansę na dopisanie kilku tytułów, czuję wolność.

A jeśli trafisz na mój newsletter, na pewno dam Ci w nim znać, gdy stuknie mi tutaj okrągła 35-tka, esencja z 35 lat życia.

Ciąg dalszy nastąpi

Mam nadzieję, że powyższa lista książek choć odrobinę Cię zainspirowała. Jeśli trafiło do Ciebie choć jedno zdanie, proszę o komentarz, to zawsze dużo dla mnie znaczy. Ten wpis kompletowałem dla Ciebie przez wiele dni i bardzo zależy mi na Twojej opinii.


I koniecznie zapisz się na newsletter – tylko tak zagwarantujesz sobie otrzymywanie powiadomień o nowych artykułach i o wszelkich nowościach.

 

Jeśli chcesz podzielić się książkami, które miały na Ciebie duży wpływ, poleć je w komentarzach. Ja także stale poszukuję ciekawych treści, które inspirowałyby mnie do dalszego rozwoju.

Dziękuję Ci bardzo za lekturę i za dotrwanie do tego momentu :)

Więcej w Biblioteka italofila, Życie w stylu SLOW
Zamknij