3 sytuacje, w których spodziewasz się nauczyć włoskiego, a efektów NIE ma.

W jakich przypadkach w nauce włoskiego NIE pomoże Ci ani włoski partner, ani podróże po Italii, ani nawet przeprowadzka do Włoch na stałe?

Zaczynając ten temat, pomyślałam sobie, czy to nie jest jednak zbyt oczywiste i może powiem coś tak banalnego, że uciekniesz stąd po pierwszym zdaniu.

Ale wiem też, że siedząc tak długo we włoskiej branży, wiele rzeczy biorę za pewnik. Dopiero rozmowy z Wami w wiadomościach, mailach, na kursach, pokazują mi, że warto poruszać niektóre tematy.

Jestem ciekawa, co zrodzi się w Twojej głowie pod koniec tego wpisu? Może przeżyłeś coś podobnego na własnej skórze? A może wręcz przeciwnie, to dzięki takim sytuacjom mówisz dziś po włosku? Odezwij się do mnie w komentarzu, chętnie o tym pogadam.

To zaczynamy!

Często spotykam się ze stwierdzeniem:

Mnie do nauki włoskiego motywują tylko podróże!

albo:

Kiedy przeprowadzę się do Włoch, to dopiero się nauczę mówić!

 

A już najlepiej to mieć chłopaka Włocha – ponoć to najlepsza motywacja. I jeszcze takiego, któremu będzie się chciało nas uczyć :)

No, to teraz pomyślmy zupełnie na odwrót. O takich trzech sytuacjach, które wbrew oczekiwaniom, nic a nic nie uczą ludzi mówić po włosku. Nie wierzysz?

No to czytaj dalej.

Znam takie polsko-włoskie pary, które rozmawiają głównie po angielsku. Ba, mają już dzieci, i te dzieci z jednym rodzicem rozmawiają po polsku, a z drugim po włosku. Rzadko kiedy przy jednym stole udaje im się porozmawiać w jednym języku.

Spotykam się czasem z taką motywacją – uczyć się włoskiego po to, żeby móc porozmawiać z partnerem po włosku.

Jak widzisz, bycie w związku z Włochem/Włoszką nie zawsze jest przepustką do mówienia płynną włoszczyzną.


 

No dobra, a co z podróżami?

Podróże wybitnie pomagają w nauce włoskiego, co mogę potwierdzić swoją historią, jak w dużej mierze dzięki podróżom zaczęłam mówić po włosku (patrz wpis: Włoski dla odważnych)

Taka wizja nauki włoskiego jednych motywuje i kusi. Ba, sama zachęcam innych do uczenia się włoskiego czynnie, w praktyce,
w całkowitym zanurzeniu we włoskich realiach.


Ale i tu czeka pułapka.


Nauka od wyjazdu do wyjazdu

Motywują Cię podróże, ale nie masz chwilowo w planach żadnego wyjazdu? To nie masz też żadnej motywacji do nauki.

Jest podróż, pojawia się motywacja, jakiś czas płyniesz na tej fali, a potem znów spadek, zapominanie, zniechęcenie.

I tak do następnego wyjazdu.


Jesteś w podróży, ale nie używasz włoskiego.

Gdy jedziesz większą grupą przyjaciół czy z rodziną, i rozmawiasz głównie z nimi. A w tej grupie jest ktoś, kto świetnie się dogaduje i wszystko załatwia.

Gdy jeżdżę ze swoją rodziną, to właśnie ja rozmawiam po włosku i załatwiam wszystkie sprawy. Co prawda, zachęcam do mówienia swoje dzieci, zachęcam męża, ale oni NIE muszą tego robić. Gdybym ja nie umiała powiedzieć ani słowa, to musieliby kombinować, jak się dogadać :)

Jeżeli masz kogoś, kto to załatwia większość spraw za Ciebie, nie masz motywacji – przynajmniej tej motywacji z zewnątrz, która każe Ci używać języka nawet wtedy, gdy nie czujesz się gotowy.

Wenecja Castello

Podróżujesz z kimś, kto wszystko załatwi

A już w ogóle, gdy podróżujesz w grupie z pilotem, który zna włoski i wszystko ogarnia. Nie oceniam takiego stylu podróżowania, bo jako pilot wycieczek, znam wiele plusów takich wyjazdów, o których rzadko się mówi (ale o tym innym razem).

Ale w tym przypadku bariera mówienia jest większa, bo nie musisz się z nikim dogadywać. To pilot jest do kontaktu z miejscowymi, do rozwiązywania problemów, do ogarniania rzeczywistości.

No, ale można próbować! Zawsze zachęcałam ludzi, by szukali okazji do rozmów, uczyłam ich podstaw włoskiego, żeby złapali bakcyla. I na koniec, zawsze organizowałam czas tak, by choć te 2-3 godziny w ciągu dnia musieli poradzić sobie beze mnie :)

Cała reszta zależy od Ciebie. I tego, czy dasz się „wrzucić” na głęboką wodę

Bywasz głównie na turystycznym szlaku

Gdy zatrzymujesz się w hotelu, którego obsługa mówi po angielsku. I nawet gdy już zdobędziesz się na odwagę i odezwiesz po włosku, chcąc trochę poćwiczyć – Włosi widząc, że chcesz się dogadać, ale włoski idzie ci “tak sobie”, automatycznie przechodzą na angielski, myśląc że uprzyjemnią Ci życie.

A Ty się wściekasz, że zamiast Cię pochwalić, Włosi zbijają Cię z tropu.

Jeśli chcesz ćwiczyć włoski, zdecydowanie lepiej robić to poza utartym szlakiem. Co prawda, istnieje ryzyko, że natkniesz się na miejscowy dialekt, który z włoskim miewa mało wspólnego, ale za to nikomu nie przyjdzie do głowy odpowiadać na Twoje zaczepki po angielsku :)

No i trzecia sytuacja, gdy oczekujesz, że nauczysz się języka, a tutaj nic.

Czas na przeprowadzkę!

Możesz kupić sobie dom we Włoszech, przeprowadzić się w dowolne miejsce na włoskim bucie, pracować na włoskiej ziemi rok, dwa czy pięć…

…ale jeśli nie „wychodzisz” do Włochów, nie szukasz okazji do rozmów, nie jesteś zmuszony do kontaktu – trudno o postępy.

A na miejscu obracasz się głównie w kręgu rodaków, tłumacząc sobie, że przecież jeszcze nie umiesz włoskiego.

Albo opiekujesz się starszą osobą, która na dodatek nie za wiele mówi. Szanse na wyjście do ludzi też masz marne.

Albo pracujesz jako au pair, ale nie we włoskiej, a w polskiej rodzinie, która zatrudniła Ciebie, byś z dziećmi rozmawiał głównie po polsku.

No to gdzie się nauczysz włoskiego, ja się pytam? 

Na dodatek, z tęsknoty za rodziną i znajomymi, po pracy piszesz, dzwonisz, rozmawiasz z nimi godzinami po polsku.

Dla odreagowania oglądasz filmy, słuchasz muzyki, czytasz książki – po polsku. Myśląc, że ten włoski sam z siebie, z powietrza, albo w czasie snu, wejdzie Ci do głowy.

Ale jest też dobra wiadomość

Bo jeśli ani „posiadanie” włoskiego partnera, ani przeprowadzka do Włoch, nie gwarantują nauki włoskiego…

To całkiem możliwe, że…

teraz i tutaj
masz lepsze warunki do nauki włoskiego
niż niejeden Polak mieszkający we Włoszech.


Ponieważ możesz zanurzyć się we włoskie klimaty, otaczać się muzyką, filmami, serialami, artykułami, dyskusjami, memami – po włosku.

Wtedy, gdy naprawdę CHCESZ, masz konkretną motywację, masz dostęp do szeregu źródeł, z którymi możesz ćwiczyć mówienie, pisanie, śpiewanie, przeklinanie, czytanie… I widzieć tego owoce.

Ba, możesz mieć wokół siebie ludzi, którzy podzielają Twoją włoską pasję i dopingują Cię na drodze do opanowania języka (a jeśli nie masz, to czytaj dalej, zaraz będzie coś dla Ciebie).

Możesz mieć takie same, a nawet lepsze warunki, niż osoby mieszkający we Włoszech.

Czy to Cię nie pociesza?

…że opanowanie języka włoskiego nie zależy ani od włoskiego partnera, ani od miejsca zamieszkania, ani tym bardziej od ilości odbytych podróży. 

Ale od motywacji, od celnie dobranych narzędzi, które pomogą Ci w wytrwałości, bo będziesz czuć, że to coś w sam raz dla Ciebie, i widzieć tego owoce.

I od tego, czy sprawisz, by wielki słoń pod tytułem “nauczę się włoskiego” rozbił się na tysiąc małych kawałeczków.

I żeby każdy z tych kawałków był lekki, przyjemny i strawny. I do zrobienia w kwadrans :)

Mam dla Ciebie 7 takich kawałków na start

„Kawałków” przyjemnych i lekkich, które pomogą Ci wciągnąć się w naukę włoskiego NA NOWO. Jeśli pierwsze kroki we włoskim masz już za sobą, ale trudno Ci wrócić do nauki, bo podręcznikowe metody na Ciebie nie działają, pobierz 7-dniową wersję Włoskiego Asystenta Językowego i zobacz, jak można uczyć się naturalnie, bez spiny i bez presji.