czy w wenecji śmierdzi

Czy w Wenecji śmierdzi? Co ciekawego możesz w niej przegapić?

Krótka i dobitna odpowiedź na jedno z najczęstszych pytań turystów, wybierających się do Italii :)

Do Wenecji można wybrać się także z biurem podróży Itaka.


Przeglądając w ciągu ostatnich miesięcy liczne posty, maile i pytania, dotyczące zwiedzania Wenecji, z przerażeniem stwierdziłam, że…
.
aż nazbyt wiele pytań dotyczy takich spraw jak:

  • czy w Wenecji śmierdzi
  • co w Wenecji można robić przez aż (!) 5 godzin
  • jak zwiedzić Wenecję w jeden dzień (a najlepiej w trzy godziny)

.
Sami zobaczcie, co na temat najpopularniejszych zapytań o Wenecję, mówi nam Google:

.

.
Odpowiadając na to pytanie krótko i dobitnie: no pewnie, że nie śmierdzi! Samo pytanie jednak dziwi wiele osób. I dlatego zdecydowałam się opublikować na blogu apel jednego z członków naszej grupy – który ma na celu pokazać, że Wenecja to coś więcej niż wysokie ceny, śmierdzące (jeśli w ogóle) kanały, tłumy turystów i “bajońsko droga” kawa na Placu Św. Marka.
.
Tym krótkim wpisem oboje z Łukaszem chcemy pokazać Wam, że istnieje Wenecja, o której mało kto słyszał. I dlatego taka Wenecja jeszcze długo będzie poza zasięgiem napływających turystów.
.
Proszę, wsłuchajcie się w głos Łukasza. I przy kolejnej podróży do Wenecji, do której gorąco zachęcam, czerpcie z niej pełnymi garściami. To, co rzeczywiście ma najlepszego! ♥️

.
czy w wenecji śmierdziZdj. Maurin_S / CC BY-NC-SA.
.


Drodzy Państwo… Absolutnie nie znam miasta na wylot, nie jestem ekspertem, nie widziałem dalej dziesiątek rzeczy, ale po ludzku jest mi przykro czytać niepochlebne opinie o Wenecji.

Wikipedia podaje dziesiątki cudownych miejsc opatrzonych zdjęciami i kilkustronicowymi opisami.

Wenecka karta kościołów kosztuje grosze i uprawnia do zobaczenia ok. 20 arcycennych kościołów (przez ponad tydzień zobaczyłem połowę, ale trwało Biennale).

Cała Wenecja wpisana jest na Listę UNESCO.

Międzynarodowa fundacja Save Venice zbiera środki na całym świecie i ratuje całe kościoły lub pojedyncze weneckie arcydzieła.

Norwegowie mają swoją fundację dla Wenecji.

Oscar de la Renta w lutym tego roku w NY zorganizował bal, z którego środki przeznaczone zostały na ratowanie Wenecji.

Za wyposażenie każdego, nawet najmniejszego weneckiego kościoła dałoby się pokroić każde muzeum świata.

Tycjan, którego w Polsce nie ma ani jednej pracy, a którego obraz sprzedał się w tym tygodniu w Sotheby’s (nowojorski dom aukcyjny) za ponad 3 000 000 funtów, a w Wenecji wisi ot tak, bez zbędnego krzyku.

Tintorettem (w Polsce zaledwie dwa dzieła) Wenecja jest wytapetowana.

Nad sensem i znaczeniem “Burzy” Giorgionego nadal łamią sobie głowy historycy z całego świata.

Wenecja organizuje Biennale sztuki, filmu, teatru, tańca, architektury.

Milionerzy z całego świata właśnie w Wenecji umieszczają swoje gigantyczne kolekcje sztuki współczesnej: od Peggy Guggenheim do Françoisa Pinaulta (by wskazać tylko te najgłośniejsze).

Wenecja to także słynne festy: il Redentore, delle Salute, regata storica – czyli dużo, dużo więcej niż tylko karnawał. A wyspy – to nie tylko Murano i Burano. Popłyńcie na Cmentarz, jeśli chcecie ciszy odwiedźcie wyspę z klasztorem Ormian.

Czy wiecie, że czasem można popłynąć na mielizny na lagunie i obserwować swoiście zakonserwowane w mule, glinie, piasku i wodzie resztki zatopionych kilkaset lat temu gondoli?

Jeśli już stoicie na Placu św. Marka i Piazzetcie to z niego widać nie tylko Bazylikę, ale i Pałac Dożów, San Giorgio Maggiore, wyspę Giudecca, kościół Salute z obłędną zakrystią, kilkanaście pałaców i wiele, wiele więcej?

Udajcie się do Scuola Grande di San Rocco i zobaczcie z jakim impetem i siłą Anioł na tamtejszym Zwiastowaniu wpada do nędznej chaty i obwieszcza Marii, że zostanie Matką Zbawiciela.

A na koniec: przy Moście Rialto i pobliskim placu też można dobrze zjeść, ale trzeba trafić, spróbować, poznać własne smaki lub posiłkować się cudzymi. Cudowna Tessa Capponi-Borawska poleca wspaniałą restaurację dwa (a w zasadzie półtora kroku) od Rialto. Jej tekst jest dostępny za darmo w sieci.

Zjedzcie carpaccio a potem biegnijcie do muzeum (Accademia) i zobaczcie, czy naprawdę Wasze danie miało coś wspólnego z kolorami używanymi przez Carpaccio.

I żeby była jasność: ja wiem, że “jeden lubi kałuże a drugi oczy duże” i każdy ma do tego prawo, ale dziedzictwo ludzkości jakim jest Wenecja ma prawo do elementarnego szacunku i nie bycia krzywdzonym opiniami o obdrapanych kamieniczkach czy niepotrzebnie spędzonych dwóch dniach… Proszę też, spróbujcie odczytać dobrze moje intencje.

Serdeczne pozdrowienia dla Wszystkich.

Łukasz Gołąb

.


Też Wam się wydaje, że taka Wenecja to zupełnie coś innego niż to, co widują turyści z wycieczek objazdowych pt. “Wenecja, Florencja i Rzym w 3 dni”? Pobieżne zwiedzanie i brak refleksji to najczęstszy powód, dla którego z ust wycieczkowiczów usłyszymy opinię, że: ta cała Wenecja to mi się nie podobała, bo z kanałów to śmierdzi.
.
Jeśli macie takie osoby w otoczeniu lub jeśli kiedykolwiek usłyszycie podobne zarzuty, po prostu, podeślijcie im ten artykuł. Zdziwią się, jak wiele dobra przegapili! I kto wie, może zdecydują się na ponowną podróż. Tym razem na dłużej niż trzy godziny i nieco głębiej niż na spacer między Placem Św. Marka i Mostem Rialto.
.
Chętnie się dowiem, co myślicie o Wenecji, jak i apelu Łukasza? Bo jak dla mnie, warto edukować, nawet jeśli choć jednej osobie otworzy to oczy na bogactwo i niezwykłość tego miasta :)
.


“Łzę można w tym mieście uronić z kilku różnych okazji.
Jeśli założyć, że piękno jest taką dystrybucją światła, która najbardziej odpowiada naszej siatkówce,
łza jest formą przyznania się do niemożności zatrzymania przez siatkówkę – a także przez samą łzę
tego piękna na stałe.“

Josif Brodski Znak wodny

.


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

* Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Zapisz się na Kawowe Listy i pobierz Kalendarz Włoskich Eventów na kolejne miesiące.

* Dołącz do grupy Prawdziwe Włochy – grupa praktyków i entuzjastów.


 

Więcej w Kryminalna Wenecja, Prawdziwe Włochy - opowieści czytelników
Opowieści czytelników cz.I: Castell’Arquato i pierwsza miłość.

Zamknij