Cinque Terre i Manarola, której trudno się oprzeć!

30 lat z życia jednego człowieka, 7 kilometrów kabli, 15000 lampek i 300 figur – oto recepta na świąteczny rekord Guinessa.


Kiedy nad Cinque Terre zachodzi wakacyjne słońce, większość turystów wyjeżdża, bo nie ma tu czego szukać. Wiosna, jesień, ewentualnie lato – Italia kusi wszystkimi walorami. Ale kto by pomyślał jechać do Włoch (i to na Północ) w środku grudnia? Żeby jeszcze na narty, to rozumiem, ale tak po prostu, pozwiedzać, poupajać się świąteczną atmosferą? Chyba nie. Zimą zaplanowalibyśmy ewentualnie Rzym, bo wiadomo, Rzym zawsze wypada cudnie, może jeszcze narty w Dolomitach albo Sycylię, żeby złapać trochę słońca.
.
I właśnie dlatego Cinque Terre polecam Wam zimą. To wtedy spotkacie na ulicach więcej Włochów niż turystów, zobaczycie więcej radosnych twarzy na żywo niż w telewizji, a gdy pojawicie się dzisiaj w Manaroli, w porcie, ok. godziny 17:30 taki widok będziecie mieli już za sobą…
.
Manarola, ciekawe miejsca w Ligurii, ciekawe miejsca we Włoszech, Liguria, manarola cinque terre, szopka w manaroli, włochy ciekawostki.
A taki przed sobą!
.
Manarola, ciekawe miejsca w Ligurii, ciekawe miejsca we Włoszech, Liguria, manarola cinque terre, szopka w manaroli, włochy ciekawostki


Taki widok Manaroli czeka na Was do końca stycznia! To pełne cudów miasteczko jest również świetną bazą wypadową do pozostałych miast Cinque Terre (Vernazza, Riomaggiore, Corniglia, Monterosso) a także niezwykle malowniczego Portofino, niepowtarzalnej Genui i maleńkiego Portovenere. Jeśli szukacie najciekawszej opcji noclegu za stosunkowo niewielką cenę w tej okolicy, polecam zajrzeć tutaj, z całkiem sporą zniżką na pierwszą rezerwację cena podróży przestaje być wygórowana.


Szopki w każdym rogu

Włosi kochają szopki bożonarodzeniowe (to u nich powstała pierwsza na świecie), ale to Manarola, jedno z pięciu miasteczek krainy Cinque Terre, słynie z największej! W tym szczególnym dniu, w święto Niepokalanego Poczęcia NMP – Manarola przyciąga uwagę tych Włochów, którzy akurat nie patrzą w stronę Rzymu, gromadzącego miliony wiernych, którzy tego dnia świętują rozpoczęcie Jubileuszu Miłosierdzia.

Tego dnia oficjalnie rozpoczynają się tu przygotowania do Świąt. Dekoruje się choinki, buduje w kościołach żłobki, oświetla miasta i uruchamia szopki. Specjalna wersja zagości nawet na Placu Św. Piotra w Watykanie.
.
W tym samym momencie mieszkańcy Cinque Terre gromadzą się w Manaroli, by w towarzystwie bliskich poczuć się znów jak małe dziecko, które zachwycało się ciężarówką Coca-Coli wyjeżdżającą niegdyś z ekranu. Manarolczycy co roku mają ten klimat na żywo!
.

Jak się tu bije rekord Guinessa?

30 lat z życia jednego człowieka, 7 kilometrów kabli elektrycznych, 15000 lampek, 300 figur naturalnej wielkości i na to wszystko – własna elektrownia słoneczna zasilająca instalację – to wystarczyło, by pobić rekord. Największą z szopek uruchamia się dokładnie co roku, 8 grudnia, co nie oznacza, że to koniec! Jeśli i Wam marzy się Manarola w bożonarodzeniowej scenerii, macie okazję podziwiać ją aż do końca stycznia!
.

Kto za tym stoi?

To były kolejarz, pan Mario Andreoli od ponad 30 lat dekoruje zbocze Manaroli w Narodowym Parku Cinque Terre w tak nietypowy sposób. Co roku do jego ekipy dołączają kolejne osoby i… nowe postacie, a od kilku lat inauguracji szopki towarzyszą też sztuczne ognie.
.
Mimo wieku, pan Mario ani myśli rezygnować. Konsekwentnie rok po roku zapala swoje światełka na najbardziej niezwykłym wzgórzu Ligurii. Najmocniej na świecie marzy, by po jego śmierci ktoś tę tradycję kontynuował…
.
Manarola, ciekawe miejsca w Ligurii, ciekawe miejsca we Włoszech, Liguria, manarola cinque terre, szopka w manaroli, włochy ciekawostki.
Manarola, ciekawe miejsca w Ligurii, ciekawe miejsca we Włoszech, Liguria, manarola cinque terre, szopka w manaroli, włochy ciekawostki.


Nie wiem jak Wy, ja jestem pod wrażeniem zarówno tradycji, jak i pomysłu na życie pana Mario Andreoli. To się nazywa niezwykła osobowość! Do tego hart ducha, któremu niestraszne żadne przeciwności i oto mamy postać, której czyny będą pamiętać pokolenia Włochów (i być może Polaków!) :)

.
ps. Jeśli zastanawiacie się, gdzie możecie niedrogo zarezerwować nocleg w Cinque Terre, przygotowałam dla Was listę najdogodniejszych hoteli i pensjonatów. Gorąco polecam też wynajem pokoju lub całego mieszkania i tutaj opisuję, jak zrobić to najtaniej, a przy tym możliwie najbezpieczniej.


zdj. tytuł.: Fernando Stankuns / Foter.com / CC BY-NC-SA
zdj. 1: Miriam Rossignoli / Foter.com / CC BY
zdj. 2: Photo credit: eg65 / Foter.com / CC BY-NC-SA
zdj. 3 i 4


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

* Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Jeśli podobał Ci się tekst, dołącz do mnie na Facebooku, gdzie codziennie znajdziesz świeże inspirujące zdjęcia i ciekawostki.

* Po więcej informacji zapraszam Cię do grupy, w której się wspieramy i dzielimy konkretnymi pomysłami na podróżowanie do Włoch.
.

  • Weronika

    Od września mieszkam i studiuję w Rzymie. Chyba każdy, kto kiedykolwiek odwiedził Wieczne Miasto (a tym bardziej ten, kto miał okazję tam pomieszkać) wie, że pod wieloma względami miejsce to jest bezkonkurencyjne – zabytki, klimat, ludzie, jedzenie, kolebka kultury europejskiej… Można by wymieniać w nieskończoność.

    Nie sposób jednak nie zgodzić się z tym, że prawdziwe Włochy odkryć można przede wszystkim w małych miasteczkach, w miejscach gdzie nie sięga aparat turysty, gdzie nie ma straganów, ludzi, którzy krzyczą „Bella, ombrello? Very good price”, ale za to jest siesta!

    Podczas moich podróży po Włoszech z okna pociągu podziwiałam niesamowite widoki – góry miedzy Lacjum a Marche, pola i winnice Toskanii, wzgórza Umbrii. Ale chciałbym opisać Bracciano, miasteczko nieopodal Rzymu, które odwiedziłam na początku listopada. Przepiękna
    pogoda, widoki zapierające dech w piersiach i to co w takich miejscach najlepsze – nie sposób porozumieć się po angielsku, więc to dobra lekcja praktycznej nauki włoskiego. Niesamowite jest też to, że jest się w miejscu otoczonym przez wygasłe wulkany i jezioro, na którego dnie według legend, znajduje się miasto zalane przed wiekami (taka włoska Atlantyda :) ). A samo miasteczko niezwykle klimatyczne – czułam się, jakbym cofnęła się kilkaset lat wstecz. Świetnie zachowane budynki średniowieczne – piękne centrum i domki, które wyglądają jak z filmów o życiu średniowiecznych mieszczan.

    Tutaj też po raz pierwszy dowiedziałam się co tak naprawdę znaczy wspomniana już przeze mnie siesta, a mianowicie brak możliwości kupienia jakiegokolwiek picia albo nawet batonika, kiedy człowiek po miłym czasie spędzonym nad jeziorem przymierał głodem. Ba! Nawet lodziarnie i kawiarenki zamknięte. Właśnie w takich miejscach, gdzie można zapomnieć o zgiełku wielkiej metropolii, a spędzić mnóstwo czasu na robieniu „niczego”, człowiek może przez chwilę poczuć klimat prawdziwego włoskiego miasteczka i przyjrzeć się życiu prawdziwych Włochów.

  • Krzysztof Pawlik

    Bardzo polecam i zachęcam wszystkich do odwiedzenia Agropoli – małego miasteczka w Kampanii,ok.130 km na południe od Neapolu. Dawno, dawno temu, z rodzicami udaliśmy się w siną dal – pociągiem do Włoch na wczasy. Jako dziecko pamiętam leniwy klimat miasteczka, przepiękne widoki na miejscową zatokę, a przede wszystkim bardzo dobre połączenia do Salerno, Neapolu i w kierunku Kalabrii. Dla mnie to główne atuty miasteczka i jego położenia. Możliwe, że to w Agropoli złapałem bakcyla podróży, by podobnie, jak autorka bloga, zostać pilotem wycieczek i pilotować m.in. ten piękny kierunek południowej Europy.

  • ktoska7

    Ach Włochy, Włochy… Bardzo chciałabym bywać tam częściej…
    To właśnie do Włoch pojechałam na swoją pierwszą zagraniczną poważną wycieczkę. Było to na sam koniec liceum, teraz wydaje się tak dawno… Lecz wiele obrazów z tego pięknego kraju mam nadal w głowie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Wenecja, z pięknymi kanałami, gondolami, muzyką, to zdecydowanie najbardziej romantyczne miejsce na świecie! Zachwyciło mnie piękno masek! We Florencji natomiast zostałam oczarowana przez piękne, wąskie uliczki, zachwyciło mnie jak pięknie może wyglądać suszące się pranie! Rzym również wywarł na mnie ogromne wrażenie!

    Ale wracając do tematu! W ubiegłym roku udało mi się załapać na dwu tygodniową wymianę studencką w okolice Trento! Pojechałam z radością i zobaczyłam zupełnie inne Włochy! Ale jakże piękne! Miasta nie były zatłoczone przez turystów, uciekłam z Polski przed brzydką jesienią, bo pogoda była nieporównywalnie lepsza! Trento jest otoczone ze wszystkich stron górami, wygląda to niesamowicie! Można odpocząć tu od zgiełku i dnia codziennego, odetchnąć świeżym powietrzem, aktywnie spędzić czas na wspinaczkach. Miasto to niezmiernie mnie oczarowało, nie tylko przez piękną, charakterystyczna dla Włoch starówkę, świetną pogodę i możliwość aktywnego spędzenia wypoczynku… Prawdopodobnie kolejnym powodem a jednocześnie najważniejszym tego dlaczego tak bardzo spodobało mi się właśnie to miejsce są ludzie których miałam okazję poznać. Wspólnie spędzony czas, na poznawaniu kultury, robieniu tradycyjnych makaronów, jedzeniu pizzy, wspinaniu sie po górach i podziwianiu zapierających dech w piersiach widoków oraz oglądanie po zmroku doliny w której znajdowało się miasto ze wzniesienia. To był niesamowity widok którego mam nadzieje nigdy nie zapomną!

    Ależ sie rozmarzyłam… Mam nadzieje, że jeszcze uda mi się tam wrócić!

    PS: Świetny blog!

  • Żaneta Kopko

    Będąc we Włoszech trafiłam do miasteczka Grado. Jest niezywkle urokliwym, tętniącym życiem- wyjątkowo w porównaniu do innych włoskich miast- zadbanych, z przepiękną architekturą, ale i też nowoczesnym miasteczkiem. Gdy tylko wjechałam do niego, zachwyciłam się od pierwszych minut Wszystko jest zadbane, uporządkowane, zabytki są odnowione, wszystko do siebie pasuje, uliczki ozdobione są kwiatami. Starówka zachwyca skwerami i fontannami. Nadmorski bulwar to cudowny trakt spacerowy. Starano się wydobyć ruiny i to się udało. Nie ma tam kiczowatej kostki rodem z Polski. W centrum miasteczka znajduję się port jachtowy, do którego prowadzi kanał, przypominający Wenecję. Port otoczony jest czterema kamieniczkami, które dopełniają przepiękne widoki. Wokół przystani znajdują się restauracje i bary. Oczywiście musiałam do nich zajrzeć w czasie siesty. Najlepsze jedzenie jakie w życiu jadłam! Pyszne tortelinii, tiramisu i do tego likier, który kelner zaproponował w prezencie. A wino najlepsze! Do tej pory w Polsce nie znalazłam tak doskonałego smaku.

  • Justyna Gruszczyk-Woltman

    We Włoszech zwiedziłam już pięćdziesiąt jeden miejsc. Wszystkie były piękne, większość z nich – niezapomniana. Jednak najbliższe mi jest Tam, Gdzie Jeszcze Nie Byłam. Jest to nieduże, włoskie miasteczko położone w górach. Prowadzi do niego kręta droga, pełna tuneli i wiaduktów. Czasem bywa też nad morzem. A czasem ma i morze, i góry naraz. Oglądam je na zdjęciach, w filmach, które były Tam kręcone, nabieram apetytu, żeby tam pojechać. Czasami czytam książki, które się Tam dzieją, albo te napisane przez autorów, którzy się Tam urodzili. Z myślą o Tam, Gdzie Jeszcze Nie Byłam, chodzę do pracy, żeby zarobić pieniądze, które Tam wydam, uczę się włoskiego, żeby się Tam dogadać.
    I w końcu Tam pojadę, z Większego Miasta Z Lotniskiem najpewniej dotrę tam pociągiem, albo pullmanem, w którym będę sama z kierowcą, bo wszyscy po drodze wysiedli. Zanocuję w B&B w historycznym budynku, a jego fascynujący właściciele opowiedzą mi, jak zwykle, jakieś fascynujące historie. Potem będę ich pamiętać bardzo długo, tak, jak pamiętam Marinę i Beatrice z Miejsc, Które Już Odwiedziłam. Będę zajadać lokalne specjały, zwiedzać zawieszone na skałach zamki i stare kościoły, aż w końcu znajdę Coś, Czego Się Nie Spodziewałam. Prawie zawsze to znajduję Tam, Gdzie Jeszcze Nie Byłam. I za każdym razem to jest zupełnie inne.
    Tam, Gdzie Jeszcze Nie Byłam, leży prawdopodobnie gdzieś pod Neapolem, albo w Ligurii, a może w Apulii? Czasami może być wynikiem spontanicznej decyzji, albo nawet pomyłki w podróży. Jest najlepszym celem, bo nigdy się nie wyczerpie. Zawsze jest najbardziej inspirujące. Moja najbliższa wyprawa do Włoch już za niecały miesiąc. Gdzie jadę? Tam, Gdzie Jeszcze Nie Byłam! Nie mogę się już doczekać.

  • Ania

    Cała Lombardia…
    Uwielbiam ten spokoj, naturę, rozległe winnice!
    Chyba nigdzie w Europie nie ma czegoś równie pięknego!

  • Pandziak

    Przypadkiem-nieprzypadkiem właśnie wspomniana w tekście Manarola. Co prawda jeszcze tam nie byłam, gdyż podczas gdy moja rodzina się tam wybrała musiałam zostać w domu i uczyć się do bardzo strasznego i dużego egzaminu ( nadal mnie ciarki na myśl o tym przechodzą). Po powrocie stwierdzili, że warto tam wrócić chociażby dla najlepszego jedzenia w pewnej małej tratorii – i tym razem obiecali, że muszą mnie koniecznie zabrać ze sobą – z przesłanych zdjęc wydaje się tam być naprawdę pięknie, a dla dobrego jedzenia wybrac się i na koniec świata :)

    Serdecznie pozdrawiam

    Karolina

  • Jo

    Ale wstyd się przyznać – przed przeczytaniem Twojego wpisu nie wiedziałam nawet, gdzie ta Liguria jest położona! Ale teraz wiem – niedaleko mnie, więc może się faktycznie skuszę na jakiś weekend ;)

  • Dorota

    We Włoszech byłam tylko raz: widziałam piękny Rzym i Toskanię. Planując wyjazd do Toskanii zaznaczyłam że muszę zobaczyć Florencję i Sienę. I właśnie podczas drogi do Sieny przypadkowo odkryliśmy Volterre – przyznam, że wcześniej nie słyszałam o tym miasteczku i nigdy nikt mi o nim nie opowiadał. Volterra mnie zachwyciła! małe miasteczko, przepełnione historią, piękne, malownicze, małe uliczki którymi można było spokojnie spacerować gdyż ruch samochodów tam był zamknięty. Miasteczko na wzgórzu, otoczone starym murem, nie zapomniane widoki! Nie zapomnę maleńkiej cukierni w której zatrzymaliśmy się na kawę i pyszne ciastka: pierwszy raz właśnie tam jadłam słynne cantuccini ! :) właśnie w tej cukierni panie uczyły mnie włoskiego :) przez cały, niestety nie długi pobyt w Toskanii zawsze przejeżdżając na tej trasie odwiedzaliśmy Volterre i oczywiście wspomnianą cukiernie. Pozdrawiam wszystkim miłośników Italii !! :))

    • Justyna

      Cantuccini wcale nie są takie słynne – pytając o nie na Sycylii widziałam tylko zdziwione oczy. Nikt tam nie zna tej nazwy. Dla Sycylijczyków są to po prostu jedne z wielu ciastek, bezimienne :)

  • Magda

    Maleńkie miasteczko w regionie Lombardia-Magreglio.
    Jadąc tam na nocleg po niezwykle krętych drogach, nie sądziłam, że aż tak mnie zauroczy…
    Dotarliśmy tam na wieczór. Spacerując z mężem nocą po miasteczku,
    urzekła mnie cisza, spokój oraz rześkie górskie powietrze.
    Z kolei rankiem zachwyciło mnie Sanktuarium patronki
    kolarzy- Madonny Del Gishallo, za którym rozpościerał się magiczny widok na Alpy. Wg. mnie jest to najpiękniejszy krajobraz jaki kiedykolwiek widziałam. W drodze powrotnej mijaliśmy mnóstwo pielgrzymów-kolarzy, których celem podróży było właśnie to miejsce:)
    Marzę o powrocie tam, ale… rowerem:)

  • Ania

    Corleone !!!
    Uwielbiam Ojca Chrzestnego :)

  • Justyna

    Położone 30 km od Palermo miasteczko Terrasini. Miasteczko jakich na Sycylii wiele – wciśnięte pomiędzy przepiękne morze i góry. Wąskie,
    kręte uliczki, w centrum Piazza Duomo opleciony kawiarenkami, w
    których kawa smakuje jak nigdzie indziej. Takie Włochy pewnie wielu
    z Was doskonale zna. Są niepodważalnie zachwycające, ale tym, co
    czyni Terrasini miejscem wyjątkowym są mieszkający tam ludzie.
    Wszyscy niesamowicie otwarci, przywiązani do tradycji, prości,
    uczynni i mający czas na wszystko, a przede wszystkim czas, żeby ze
    sobą rozmawiać.
    Margaret – kelnerka z mojej ulubionej kawiarni o wyszukanej nazwie Margaret Cafe ;) która na mój widok robi cafe macchiato, bo wie, że taką kawę piję. Piero – chłopak z pizzerii Pizzeria da Piero ;) – już po mojej pierwszej wizycie pamięta, że jestem wegetarianką i nie muszę się martwić,
    że nieopatrznie, przez nieznajomość języka, zamówię mięso. Zawsze pyta „Aposto?” pokazując międzynarodowy znak – kciuk skierowany w górę :)
    I jego przesympatyczna mama, która zawsze kładzie czysty papierowy obrusik i uczy perfekcyjnej wymowy nazw włoskich dań czy składników pizzy. Nie skrywa radości widząc, że nauka nie idzie w las bo jej uczniowie za każdym kolejnym razem coraz lepiej sobie radzą.
    Chłopak ze sklepu z lokalnym winem… może to nieco krępujące, ale widząc mnie uśmiecha się i mówi „Nero d’avola?” – on też już wie co lubię ;) Wreszcie sąsiadka – zawsze, gdy rozwiesza pranie macha mi z balkonu krzycząc „Ciao!”. Dzięki wszystkim swoim mieszkańcom Terrasini jest małym Włoskim miasteczkiem, do którego chcę wracać. To dla nich
    zaczęłam uczyć się włoskiego, żeby móc zamienić z nimi chociaż parę słów. Jadąc tam umiałam powiedzieć tylko „Non capisco”. Tu uwaga… to ich wcale nie zniechęcało, bo przecież logiczne jest, że skoro nie rozumiem, muszą spróbować powiedzieć to, pokazać inaczej, aż wreszcie zrozumiem. I naprawdę nie odpuszczają choćby mieli rysować kalambury kijem na piasku.
    Dodam, że nie mieszkałam tam przez lata, a tylko 3 tygodnie…

  • alividus

    Niesamowite, że na świecie tyle jest kreatywnych osób z prawdziwą pasją. Wygląda kusząco, aż chciałoby się spakować i pojechać zobaczyć tę szopkę na żywo.

  • O raju! Jak tam pięknie :D Włochy to stanowczo najpiękniejsze miejsce na ziemi i naprawdę chyba nic nie sprawi, że zmienię zdanie.

    W tym pięknym kraju byłam dopiero raz. W tym roku w październiku. Pojechaliśmy do Bergamo, które samo w sobie jest przecudowne. Zwłaszcza Górne Miasto, które po zmroku urzekło mnie wąskimi uliczkami. I przepysznym jedzeniem! Ale ale! To nie jest miejsce, o którym chciałam napisać. Pięknego październikowego dnia wybraliśmy nad jezioro Como. Jechaliśmy pociągiem pośród ogromnych gór, otoczeni zielenią i małymi uroczymi domkami. Byłam pewna, że to już jest maksimum pięknych widoków. Ale nie! Jechaliśmy dalej, aż dotarliśmy nad jezioro. Mój jęk zachwytu był tak głośny, że głowy podnieśli nawet głośni Włosi ;) Patrzyłam, patrzyłam i napatrzeć się nie mogłam. Dojechaliśmy do Varenny, stanęłam nad brzegiem jeziora, spojrzałam na te piękne góry, wodę i wyobraziłam sobie, że mogłabym tu spędzić całe życie. Potem wsiedliśmy na prom, a ja nie mogłam otrzymać głowy w jednym miejscu. Te piękne malutkie kolorowe miasteczka nad brzegiem wody, czyste niebo i ogromne góry. (Jestem nienormalna, bo pisząc to mam łzy w oczach…) Ale to nadal nie jest miejsce, o którym chciałam opowiedzieć. Zatrzymaliśmy się na dwugodzinną przerwę w Bellagio. I umarłam. Dosłownie umarłam z zachwytu. To było to miejsce, które zawsze chciałam zobaczyć. Nieziemski widok na ogromne jezioro i jeszcze większe góry połączony z niesamowicie klimatycznym miasteczkiem. Z bardzo bardzo wąskimi uliczkami pnącymi się pod górę i pięknymi ogródkami, parasolami, małymi kawiarenkami i urokliwym półmrokiem. I wiesz co? Mój mąż nie mógł znaleźć lepszego sposobu na spędzenie naszej 10. rocznicy.

    • Anita, umiesz Ty dziewczyno dawkowanie napięcie! :)

      • To mój mąż podczas podróży dawkował napięcie :D Ale dziękuję :*

        • Anita, zgłoś się proszę do mnie na maila (bo wygrałaś, wyniki są pod tekstem) :))

    • Anita, daj znać, czy doszła do Ciebie nagroda (piszę tu, bo nigdzie nie mogę znaleźć do Ciebie maila) :)

      • Miałam napisać do Ciebie od razu jak odebrałam, ale oczywiście zapomniałam… Doszła książka i już leży na półce nocnej i czeka niecierpliwie na przeczytanie :)

        • No to super, w takim razie kasuję wątek :) Niech się dobrze czyta! :)

  • Wygląda piękne, pewnie ta szopka jest widoczna nawet dla przepływających tamtędy statków.

  • Bożena Krakowska

    Trzeba się na coś zdecydować, wypadło na Amalfi leżące niedaleko Neapolu, na półwyspie Sorreteńskim.Dotarcie to tego miasteczka było już niezła przygodą, kręta drogą biegnącą skrajem klifowego nabrzeża, a w dole turkusowe fale rozbijające się o skały.Dla niektórych obecnych trasa ta powodowała potężny zawrót głowy, mnie zauroczyła :-)Tarasowo ułożone gaje oliwne , winnice i cudowne zabudowania.Samo Amalfi to białe miasteczko z bardzo urokliwym rynkiem, oczywiście kawiarenkami i bardzo piekną katedrą.Stojąc na brzegu morza i spoglądając w stronę miasta wygląda to jak białe schody do nieba i zachęca żeby sie wspinać.Niestety jest to miejsce drogie, a jako że trafiłam tam już na koniec mojego pobytu we Włoszech zadowoliłam się pysznym winem wypitym w plastikowym kubku, zagryzanym oliwkami siedząc na ławce, podziwiając uroki tego miejsca i marząc trwaj chwilo trwaj!Ale się skończyła trzeba było wracać, ale pozostało marzenie, że muszę tam wrócić:-) Dodam jeszcze, ze region ten jest wpisany na listę Światowego Dziedzictwa kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości.

  • Natalia

    Najlepszym (dla mnie) włoskim miasteczkiem jest Rodi Garganico. Spędziłam tam niesamowite chwile z narzeczonym (teraz już mężem). Kręte uliczki w których przyjemnością jest się zgubić. To właśnie tutaj jedliśmy najlepsze lody pod słońcem, nigdy nie zapomnimy ich smaku. Poza tym będąc w Rodi poczujemy się jak w rodzinnym włoskim mieści. Wszyscy są życzliwi, chętni do pomocy. Nie znasz perfekcyjnie języka włoskiego? Tutaj nie musisz się martwić – jeden uśmiech i prawie wszystko załatwione. Nie ma lepszego miejsca na wakacje: brak tłumów, plaża dla Ciebie i ta charakterystyczna „włoska” atmosfera. Nie potrafisz przebywać tylko w jednym miejscu? Z Rodi możesz popłynąć stateczkiem do grott lub odwiedzić równie cudowne małe miasteczko Monte Sant’Angelo. My z całego serca polecamy.

  • Teresa Bochenek

    Twoje pytanie wprowadziło zamęt w mojej głowie, bo z przekonania powinnam odpowiedzieć o którymś z miast Toskanii. Ale po namyśle zmieniłam zdanie.O większości z miast toskańskich każdy może opowiadać nieskończenie, bo są piękne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, pełne klimatu, znane, odwiedzane, podziwiane… itp., itd….
    Uciekam się więc do moich doświadczeń wędrowca ( Via Francigena) i stawiam na Montefiascone. To miasteczko leżące dokładnie 100 km od Rzymu ( piechotą), zwane jest „Perłą Północnego Lacjum” ( La Perla dell’Alto Lazio). Znane jest m.in. z produkcji wina o nazwie „Est ! Est! Est!” .
    Miejsce to zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia: położone nad jeziorem Bolsena, z przepięknie zachowanymi murami obronnymi, urokliwymi uliczkami, placykami, zakątkami. To tam znajduje się Rocca dei Pappi czyli „Forteca Papieży”, gdzie aktualnie trwają wykopaliska archeologiczne potwierdzające obecność na tych ziemiach Etrusków, tajemniczego ludu, który przybył nie wiadomo skąd i zniknął nie wiadomo jak…
    Miejsce to zauroczyło mnie na tyle, że zrobiłam sobie dzień przerwy w mojej wędrówce, aby dłużej się nim nacieszyć…

  • Marta Miler

    Pomimo, że z upodobania do mody szybko wybrałabym Mediolan, albo Rzym przez ostatnio przepiękny pokaz Chanel „Paris in Rome”… Jednakże zdradziłabym wtedy moją szczerą miłość i przemiłe wspomnienia, które wiąże z Cassino. Będąc w liceum, pracowałam tam przy sprzątaniu niemieckiego i polskiego cmentarza upamiętniającego poległych żołnierzy pod Cassino, w ramach polsko – niemiecko – włoskiego spotkania młodzieży. Poza tym wtedy to miałam pierwszy raz przyjemność poznać „szalonych” włoskich kierowców gnających po serpentynach, coś niesamowitego… Po raz pierwszy miałam okazję nauczyć się paru włoskich słów… i ukraść kilka oliwek w ramach zajęć integracyjnych we Włoskiej szkole ;)

  • Ewa

    Dla mnie numer 1 wśród włoskich miasteczek to Gubbio. Kiedy
    w polskiej telewizji pojawił się serial „Don Matteo”, ja – zakochana
    w Italii, nie mogłam go nie oglądać:) Podobały mi się wąskie uliczki, po
    których na rowerze pędził ksiądz. Postanowiłam,że kiedyś się tam wybiorę. Parę
    lat później ruszyła realizacja polskiej wersji serialu; producenci zdecydowali
    umieścić akcję w moim rodzinnym Sandomierzu. Czyż to nie ciekawy zbieg
    okoliczności? :D

    Gdy krystalizował się plan mojej pierwszej solowej wyprawy do Włoch (Toskania i
    Umbria) Gubbio oczywiście znalazło się na liście. I nie zawiodłam się! Miasto
    pełne jest turystów,ale nie jest zatłoczone. Architektura, światło, zapachy…
    Nie da się tego wszystkiego opisać. A jeśli ktoś chce na wszystko spojrzeć
    „z góry”, polecam spacer do bazyliki św.Ubalda. Cisza, spokój i
    niesamoiwy widok na miasto.

    Od tej pory zdjęć i wspomnień przybywa. Mile wspominam Fiesole, zakochałam się
    w Bergamo, urzekły mnie Matera i Alberobello. Ale część mojego serca została w
    Gubbio. Z miasta ojca Mateusza do miasta Don Matteo. Na pewno tam wrócę:)

  • ewakrzesimowska

    Dla mnie numer 1 wśród włoskich miasteczek to Gubbio. Kiedy w polskiej telewizji pojawił się serial „Don Matteo”, ja – zakochana w Italii, nie mogłam go nie oglądać:) Podobały mi się wąskie uliczki, po których na rowerze pędził ksiądz. Postanowiłam,że kiedyś się tam wybiorę. Parę lat później ruszyła realizacja polskiej wersji serialu; producenci zdecydowali umieścić akcję w moim rodzinnym Sandomierzu. Czyż to nie ciekawy zbieg okoliczności? :D
    Gdy krystalizował się plan mojej pierwszej solowej wyprawy do Włoch (Toskania i Umbria) Gubbio oczywiście znalazło się na liście. I nie zawiodłam się! Miasto pełne jest turystów,ale nie jest zatłoczone. Architektura, światło, zapachy… Nie da się tego wszystkiego opisać. A jeśli ktoś chce na wszystko spojrzeć „z góry”, polecam spacer do bazyliki św.Ubalda. Cisza, spokój i niesamoiwy widok na miasto.
    Od tej pory zdjęć i wspomnień przybywa. Mile wspominam Fiesole, zakochałam się w Bergamo, urzekły mnie Matera i Alberobello. Ale część mojego serca została w Gubbio. Z miasta ojca Mateusza do miasta Don Matteo. Na pewno tam wrócę:)

  • To się nazywa mieć wciągające hobby ;) A co do samych szopek, gdy byłam w Priano w czerwcu 6 lat temu też je widziałam. Zaskakiwały mnie, bo przecież do Świąt jeszcze było pół roku a na dodatek samo miejsce (w skale przy ruchliwej, wąskiej drodze) też było urokliwe i zastanawiające.

  • Lasowianka

    Zdecydowanie toskańskie San Gimignano! To właśnie San Gimignano nazywane jest „Manhattanem średniowiecza”, nad którym kiedyś górowało ponad 70 czworokątnych wież. I kolejne rodziny prześcigały się w tworzeniu coraz to wyższych budowli, aż doszło do zakazu budowy wysokich obiektów. A dziś pozostało około 14 z nich, które tworzą przepiękny krajobraz miasta. Klimat średniowiecznych i wąskich uliczek sprawia wrażenie, jakby czas zatrzymał się w miejscu.

    A co po zwiedzaniu? Koniecznie „Gelateria Della Pizza” ze
    swoimi niepowtarzalnymi lodami! I właśnie dlatego mój wybór padł na tą
    miejscowość ;-) Jest to miejsce dla tych, którzy uwielbiają lody i nie boją się sprawdzać reakcję swoich kubków smakowych. Dla mieszkańców San Gimignano hasło „Lody powinny być słodkie” to nieaktualne stwierdzenie, ponieważ dla mnie właśnie w tym miejscu rozpoczęła się lodowa rewolucja. Włosi zaszaleli latem ;-) i mimo, że włoskich lodach można pisać bez końca, w trakcie wizyty w San Gimignano pojawił się mały problem: smaków lodów całe mnóstwo, a pojemność żołądka ograniczona
    ;-) Jednak rewolucja pojawia się widząc lody w wersji słonej m.in. o smaku sosu pesto, pomidorowym czy toskańskiej słoniny!

    P.S.

    Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z lodami, lub pogłębia
    wiedzę ;-) warto pojechać do regionu Emilia-Romania i koniecznie (!)odwiedzić lodowe miasteczko niedaleko Bolonii. W miejscowości Anzola dell’Emilia, niedaleko Bolonii znajduje się „Gelato Museum Carpigiani”, gdzie na ponad 1.000 metrach kwadratowych poznamy dogłębnie historię lodów.

  • Wygląda naprawdę imponująco!

  • Historia Mario przypomina mi historię pewnego francuskiego listonosza, który przez 33 lata budował zamek z małych kamyczków – prawdziwe dzieło sztuki oraz symbol ogromnej pasji oraz wytrwałości w dążeniu do celu. Pozwolę sobie wrzucić link do zdjęć : http://francuskilacznik-monique.blogspot.fr/2013/03/palais-ideal-du-facteur-cheval.html

    • Justyna, to imponujące! Powinnam przymrużyć oko na pełne kamieni kieszenie moich dzieci, gdy wracają ze spacerów. Kto wie, co z nich powstanie ;)

  • Cinque Terre jakoś do mnie przemawia ostatnio… wczoraj był o nim tekst u Poniosło nas, a dziś u Ciebie. To nie może być przypadek… muszę się tam wybrać ponownie :D Byłam tylko raz, w pełni lata i szczerze mówiąc bardzo chętnie zobaczyłabym je w tej świątecznej odsłonie. Dzięki Aniu za inspirację :)
    A skoro już piszę to i odpowiem na pytanie. Najbardziej bliskie jest mi Castiglione d’Orcia, z trzech powodów. Bo tam mieszkałam najdłużej podczas moich włoskich wycieczek. Bo leży na górze i trzeba się do niego dostać wąskimi i czasem stromymi drogami (a latem zachować zimną krew przy spotkaniu z kombajnem, który jest znacznie szerszy niż droga). Bo byliśmy tam jedynymi cudzoziemcami i to na dodatek nie mówiącymi po włosku… Co akurat nie przeszkadzało miejscowym w opowiadaniu nam pasjonujących historii, które mogliśmy jedynie skwitować uśmiechem i „Non capisco” ;)

  • Izabela Alicja

    Dla mnie miasteczkiem szczególnie bliskim jest Pienza- malutka urokliwa, toskańska. Nie potrzeba wiele czasu, by przejść ją wzdłuż i wszerz. Na głównej uliczce-bo ulicą bym jej nie nazwała ;) roznosi się zapach serów, Pienza słynie z wyśmienitych serów, co mnie bardzo cieszy;)Można zatem zajść do lokalnego sklepiku pokosztować serów, wędlin, zakupić oprócz tego przyprawy.Zza murów otaczających Pienzę rozpościera się piękna panorama na toskańską dolinę. Spacerując pobocznymi uliczkami można popatrzeć na zdobienia zewnętrznych ścian domów, elewacji, przystrojenia przed domem, – co mnie osobiście zawsze fascynuje- kolorowe skrzynki na listy opatrzone słoneczkiem, kwiatkiem czy motylkiem , kunsztowne ciężkie przyozdobione donice, czy też z pozoru zwykła ale urokliwa pnąca się po ścianie domu roślinność,
    Pienza- tak to miasteczko szczególnie mi bliskie :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
grudzień, adwent, Boże Narodzenie 2015, mindfullness, na święta, uważność
Właśnie tak chcę przeżyć grudzień.

Dziś chciałam pisać o czymś zupełnie innym, ze trzy teksty czekają na swoją kolej, ale kompletnie nie mogę się skupić na...

Zamknij