Wirus Włoskiego Bakcyla, Primo Cappuccino

Wirus Włoskiego Bakcyla. 7 głównych objawów!

Czym jest Wirus Włoskiego Bakcyla? Jak się go leczy i czy w ogóle warto to robić?


Tej wiosny mijają trzy lata odkąd powstało Primo Cappuccino, a tym samym odkąd pojawiło się tu pojęcie Wirusa Włoskiego Bakcyla. Po latach spotykania się z ludźmi zafascynowanymi włoskim stylem życia, przyglądam się temu zjawisku uważniej. Stąd też i ten tekst, w którym jako pierwsza przyznaję się do posiadania wszystkich możliwych objawów tej choroby :)
.
To właśnie wiosną 2014 r. opowiedziałam Wam o swojej pierwszej włoskiej podróży i o tym, skąd we mnie pomysł na blog z Italią w tle. Uwierzyłam wtedy nie tylko w to, że warto o swoich przeżyciach pisać, ale i w to, że znajdą się w Polsce podobnie zakręcone osoby, które będą chciały o tym czytać. Z mojej strony było to czyste szaleńswo, bo na początku tę stronę odwiedzało jakieś 30-50 osób dziennie (i było to wówczas tyle, ile liczyły sobie moje wycieczkowe grupy podczas pilotażu, więc w sumie już wtedy czułam się spełniona).
.


.
Dziś, po ponad trzech latach bloga odwiedza nawet i 1000 osób na dobę. Każdy z Was jest nadal tak samo dla mnie ważny, jak na początku. Może tylko czasu mniej, by na wszystkie wiadomości odpisać, każdemu na pytanie odpowiedzieć. Niemniej, Wasze komentarze, reakcje, maile są dla mnie szalenie ważne, bo czuję, że jesteście po drugiej stronie, że wymieniamy się poglądami. A czasem, co jest dla mnie absolutnie wspaniałe, nawet i czytamy sobie w myślach.
.
Na chwilę obecną nas, zarażonych Wirusem Włoskiego Bakcyla, są setki, a nawet tysiące. I co najciekawsze, żaden nie chce się z tego wyleczyć! Pytanie, czy to się da zrobić? A jeśli się nawet da, to (poprawcie mnie, jeśli się mylę), czy ktokolwiek z nas chciałby się pozbyć czegoś tak genialnego?

.

Wirus Włoskiego Bakcyla – jak się objawia?

.
To stan, w którym – gdy myślisz o podróży, oczami wyobraźni widzisz Włochy. Gdy ktoś opowiada Tobie, że był we Włoszech i teraz chce spróbować czegoś innego, patrzysz na niego z niedowierzaniem: jak to możliwe? Jak można być we Włoszech tylko RAZ i nie mieć ochoty na więcej?
.
To także świadomość, że jednego życia nie starczy, by zobaczyć wszystkie miasteczka, które masz na swojej włoskiej liście marzeń.
.


.
To moment, w którym cieszysz się jak dziecko, gdy w swoim domu możesz ugotować włoską potrawę. To też chwila, gdy pijesz pierwszą kawę po przekroczeniu włoskiej granicy i czujesz narastający entuzjazm, chłonąc tę nadchodzącą włoskość całym sobą. Powietrze pachnie inaczej, ludzie są inni, radośniejsi, bardziej bezpośredni, uśmiechnięci, bezproblemowi, nawet jeśli w życiu problemów mają po dziurki w nosie.

.
Im dalej na Południe jedziesz, tym Wirus Włoskiego Bakcyla tylko się pogłębia, a wracając z podróży z powrotem na Północ i dalej przez Alpy do Polski, zaczynasz rozumieć, jak czują się ludzie w depresji. I na pocieszenie obiecujesz sobie, że po powrocie Twoje życie będzie najbardziej włoskie, jak to możliwe. I że musisz zrobić wszystko, by tę włoskość przemycić do Polski, bo tylko taki sposób życia uratuje Twoją codzienność.
.
I po powrocie zaczynasz żyć po włosku na całego! Przekładać wspólne długie biesiadowanie nad wieczory przed telewizorem. Przy tym samym stole przestajesz gadać o polityce, a zaczynasz rozmawiać o tym, co pojawiło się na Twoim talerzu. Delektujesz się i odżywiasz, zamiast pochłaniać jedzenie w trzy minuty, niewiele się nad tym zastanawiając.
.


.
I już nie zadowalasz się bylejakością. W przedmiotach, które kupujesz; w relacjach, które zawiązujesz; w sposobie, w jaki spędzasz czas. Dbasz o Jakość, bo jak o nią nie zadbasz, wiesz, że wszystko będzie zaledwie jakieś.
.
Zaczynasz czuć wolność. Nie tylko tę wolność unoszącą się we włoskim powietrzu. Ale i tę wolność po powrocie, która uświadamia Ci, że jesteś najlepszą wersją samego siebie, dokładnie z takim temperamentem i zestawem cech, jakie posiadasz. Doceniasz już, że życie jest piękne takie, jakie jest i że najlepsze co mamy, jest tuż obok.
.
Zaczynasz rozumieć, że ważne jest nie tylko gdzie, ale przede wszystkim z kim podróżujesz. I że czasem najlepszy plan, to po prostu, brak planu. Przyglądanie się życiu, łapanie chwil i czerpanie z nich, na zapas.
.
I wreszcie, to Wirus Włoskiego Bakcyla sprawia, że ludzie zaczynają być dla Ciebie ważniejsi niż przedmioty. Przestajesz też bać się starości, bo wiesz już, że starość jest piękna, jeśli przeżywać ją w ten włoski sposób.
.
Wszystko to i jeszcze wiele innych objawów, o których wspominałam na blogu przez ostatnie 3 lata, a także to, co siedzi w naszych głowach, a o czym sobie tu jeszcze nie powiedzieliśmy – to wszystko robią z nami Włochy. Włochy, jako pojęcie dużo szersze i głębsze niż 20 przypadkowo połączonych ze sobą regionów.
.
To właśnie Wirus Włoskiego Bakcyla, z którego świadomie, i na własną odpowiedzialność, do końca życia NIE chcemy się leczyć.
.
Bo to najprzyjemniejszy styl życia, jaki można sobie wymarzyć.

.


ps. To jeszcze nie koniec! Bo dziś zdałam sobie sprawę również z tego, że od trzech lat, czyli od początków bloga ani razu na poważnie nie zapytałam Ciebie o zdanie. Dlatego dziękuję, że tu jesteś i jednocześnie proszę Cię, byś pomógł mi tworzyć jeszcze lepsze treści, niż miało to miejsce do tej pory.
.
Oto link do krótkiej ANKIETY, która nie powinna zająć Ci nie więcej niż 3-5 minut. Nie wszystkie pytania są obowiązkowe, ale wiedz, że każda Twoja opinia BARDZO mi pomoże :)   —-> Przejdź do ankiety.
.


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

* Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Posmakuj Kawowego Listu, który poderwie Cię w górę lepiej niż tirami sù :)

* Dołącz do mojej grupy na Facebooku, w której wspieramy się i dzielimy konkretnymi poradami nt. podróżowania do Włoch.


 

  • Ela A

    Włoski Wirus towarzyszy mi dopiero od kilku tygodni i jestem tuż przed pierwszą wycieczką do Włoch.
    Twój blog jest bardzo przydatny chociażby w przygotowaniach do wyjazdu, a po powrocie na pewno podzielę się wrażeniami :D

    • Początki choroby są równie piękne, gdy jeszcze nie wiesz, ile dobrego Cię czeka, ale to już się dzieje :)

  • Iga Gigoła

    Witaj Aniu :)
    Włoski Wirus… choroba zasadniczo nieuleczalna. Ale cóż w tym złego? Ja właśnie jestem po kolejnej wycieczce do Włoch, podczas której sprzedałam Wirusa dalej, większość ludzi wysiadających z autokaru mówiła mi, że na pewno do Italii powrócą. Bo przecież nie sposób inaczej, tych klimatów zawsze mało :) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję Ci za całą włoskość Twojego bloga i za wszystkie inspiracje, które można z niego czerpać :)

    • Miło Cię „widzieć” Iga! Jaki pilot, taka grupa – nie dziwię, że chcą wracać do IT :)

  • Ja jeszcze nie miałam okazji być we Włoszech. Jak będę się wybierać już wiem do kogo się zgłosić po poradę.

  • Marta

    Witaj Aniu!
    Zainspirowalas mnie swoim blogiem! Uwielbiam klimat Wloch.Mialam okazje go poczuc jako nastolatka oraz dorosla kobieta z dwojka dzieci spedzajaca kilka razy wakacje we Wloszech.Brakuje mi tego slow tzn poznanie Italii od innej strony kawa,oliwki,prostota…takie chwilowe zatrzymanie sie w czasie bo zycie tak szybko pedzi.Chcialabym znalezc fajne miejsce we Wloszech taki moj antydepresant:)Pozdrawiam Cie z Inowrocławia.

    • Włosi we Włoszech nie mają tak łatwo, jak nam się zdaje, ale i my w Polsce nie mamy tak źle ;) Zwolnić można zawsze, nawet dzisiaj, tylko trzeba sobie to „stop” na głos wypowiedzieć, zaparzyć kawy, spojrzeć bliskim w twarz i zostawić całą resztę, choć na chwilę :)
      Pozdrawiam i ja Ciebie.

  • Mila

    Zachorowalam na Te chorobe 10 lat temu, moim uzaleznieniem jest szczegolnie Toskania, ktora mielismy okazje zwiedzic trzykrotnie! Nie wiem ile mam ksiazek o tematyce Wlochy, czy Toskania…. przewodniki, ksiazki kucharskie, czytadla. Wloskie jedzenie gosci dosc czesto na naszym stole, a kolekcja alabastrowych glow slynnych ludzi czesto sie powieksza! Poranne cappuccino to juz tradycja, ale ono najlepiej smakuje wlasnie tam….! Cale Wlochy kojarza mi sie z tym oblednym zapachem kawy…..! W tym roku planujemy zwiedzic Almafi Coast…. czy przebije ono moja kochana Toskanie!
    Mam motyle w brzuchu kiedy widze te kamienne, toskanskie wioski, miasta , krete drogi , a przy nich strzeliste cyprysy! I te wloskie zapachy, pogoda, jedzenie, tego nam brakuje w Kanadzie gdzie mieszkamy. Pozdrawiam cieplutko!

  • Grażyna Błaszczak

    Ja kocham Włochy od ponad 30 lat. Ale ponad 10 lat temu zaczęłam jeździć tam nawet trzy razy w roku, w różne rejony. Zaczęłam też uczyć się języka włoskiego. W 2014 spędziłam sama dwa tygodnie w Rzymie w szkole językowej a każdego dnia po zajęciach zwiedzałam inny rejon miasta, planując wcześniej co i gdzie będę zwiedzała. Teraz troszkę mam mniej możliwości ale chcę w możliwie najbardziej korzystnym czasie zabrać tam moją 15-letnią wnuczkę Maję ( już była ze mną na Sycylii ale miała wtedy 6 lat) i zainfekować ją wszystkim co włoskie :) . Serdecznie Was pozdrawiam Kochani , Grażyna

    • Grażyna, z takim życiowym entuzjazmem będziesz w stanie zarazić Italią nie tylko swoją wnuczkę, ale przynajmniej jeszcze z tuzin osób :) Aż się uśmiechnęłam na samą myśl o Rzymie i smakowaniu go po kawałku, super!

  • Sylwia Zasławska-Serwa

    Ależ zaczęłam żałować, że na wakacje nie jadę (znowu) do Włoch! Moja choroba włoska trwa ze 20 lat i nie zdrowieję. Najbardziej kocham Sycylię, Sardynię, ale też Toskanię z moją najpiękniejszą Florencją i maleńkim Orciatico:) Nawet na narty jeżdżę do Włoch, bo atmosfera na stoku jest o niebo lepsza, niż parę kilometrów na północ.

    • Oo tak, atmosfera po włoskiej stronie jest nieporównywalnie przyjemniejsza! :) Zaciekawiłaś mnie tym Orciatico, co w nim lubisz najbardziej?

      • Sylwia Zasławska-Serwa

        Jest bardzo kameralne. Pięknie położone na wzgórzu. Miałam wynajęte mieszkanie z tarasem (w średniowiecznym budynku!), z którego rozpościerał się widok na miasteczko i niedaleką Volterrę. W Orciatico są dwa lokale: knajpka z kawą i restauracja prowadzona przez szalonego Maxa, który gotował to, co akurat złowił, albo co było na targu. Uwielbiam takie miejsca! Poza tym to świetne miejsce, z którego blisko do większych atrakcji Toskanii (nawet do morza nie jest bardzo daleko). I nie ma tam absolutnie żadnego gwaru, bo poza niewielką grupą turystów, mieszka tam chyba z setka mieszkańców i po dwóch dniach wszyscy się z nami serdecznie witali. To wszytko składa się na miejsce idealne na wypoczynek i nie mogę się doczekać, żeby znowu tam być.

  • Karolina, super sprawa! Daj znać, jak Ci się tam żyje. Jak wygląda u Ciebie kwestia „oczekiwanie vs. rzeczywistość”? :)

  • Katarzyna Buda

    Ja jestem zainfekowana już około 20 lat. Przez kilka lat trochę zaniedbałam swoją chorobę, ale od trzech lat pogłębiam jej obawy na nowo, między innymi z pomocą Twojego boskiego bloga:-) Najbardziej rozwinięte mam trzy pierwsze objawy – każde przekroczenie granicy buta powoduje z jednej strony powiększenie objętości płuc, żeby wchłonąć to wszystko co na mnie tam czeka, a z drugiej strony brak tchu ze wzruszenia na myśl o tym (każdy lekarz byłby bezradny przy tak przeciwstawnych objawach:-)). Każdy wyjazd gdzie indziej jest tylko wyjazdem w oczekiwaniu na TĘ PODRÓŻ. A dzień po powrocie z Włoch zaczynam planować następną podróż – niechby była za rok czy dwa – to mnie trzyma w tej włoskiej ekscytacji do następnego razu:-)

  • Świetny tekst! Od razu zachciało mi się jechać do Włoch :D Marzy mi się tez zjechanie ich wzdłuż i wszerz samochodem, żeby zobaczyć też małe, urokliwe mieścinki :)

    • Ho ho, te małe mieścinki to jest zajęcie na pół życia przynajmniej. Na pewno z konkretną „listą marzeń i celów” jechać należy :)

  • Magda W-ska

    o Włochach marzyłam juz dawno, bo od dziecka byłam zachłyśnieta mitologią grecka i rzymką. ale jakos tak padło na Grecję, kontynentalna , wyspiarską. i tak zleciało.potem inne kraje.a potem po narodzinach córeczki tylko Polska. a teraz w wielkiej tajemnicy , z okazji urodzin i rocznicy ślubu organizuje wyjazd. i bedzie to albo sukces albo zong :) mam pytanie, co to za piękny album ? jaki przewodnik ( narazie tlko Rzym i Watykan ) warto kupic ?

    • Madziu, pełen podziw za utrzymanie tej niespodzianki w tajemnicy! Daj znać po fakcie, czy wszystko się udało i mąż się ucieszył :) A to nie album, tylko jeden z zeszłorocznych numerów Travelera (zbieram od lat!).

      • Magda W-ska

        Dziekuje za odpowiedzi ! nachodza mnie wątpliwości. czy warto , czy termin dobry ( 18-21sierpnnień) , czy może jednak Hel… Pokój zaklepany , ale gdzies w wąskiej jak szpara uliczce , na podwórku i pewnie dostaniemy wieczorem w dziób… aaaaa i jeszcze telefon do szefa męża, o wolny dzień :)

        • A gdzie masz ten nocleg? Też kiedyś załatwiałam mężowi wolne, jak mu robiłam niespodziankę :) Całe szczęście, się z szefem dogadujemy ;)

          • Magda W-ska

            Via del Governo Vecchio -nie wiem czy trafimy z Termini. nie weim czy to dobra lokalizacja na pierwszy pobyt . poluje narazie na bilety lotnicze. cena waha się nawet w granicach 600zł .

          • Lokalizacja świetna, blisko Watykanu, Piazza Navona, a jednocześnie trochę na uboczu, więc nie będziesz się zderzać z grupami wycieczek (mają w pobliżu trasę pieszą). Z Termini dojedziesz spokojnie :)

  • Teresa Bochenek

    Podpisuję się obiema rękami; tego wirusa mam już od dawna we wszelkich mozliwych odmianach. A że jestem już bardzo starszą osobą to tylko żałuję, że nie zaraziłam się nim w młodości…. Niemniej robię co tylko mogę, aby się z niego nie wyleczyć…
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich zarażonych

  • Barbara

    Wszystko się zgadza – to jest przypadek nieuleczalnej choroby, z której nie chcę się leczyć, a jej rozwój cieszy – dodam tylko, że „w poprzednim życiu” na pewno mieszkałam w Italii, zawsze kiedy tam jadę czuję, że wracam „do domu” :)

  • Każdy z zarażonych Włoskim Bakcylem złapał go pewnie w inny sposób. Dla mnie tym momentem był pierwszy przylot do Rzymu i powolne zniżanie się samolotu nad rozjarzonym miastem i Placem św. Piotra. Pamiętam to ściskające za gardło wzruszenie i przeczucie, że ta nagła miłość już nie odpuści.

    Po latach i wielu pobytach w tym mieście słowa rzymianina Owidiusza są nadal bardzo moje:
    „Znów przyszło do mnie wspomnienie tej nocy,
    którą ostatnią w tym mieście spędzałem.
    Jeszcze dziś w myśli do spraw drogich wracam,
    a z oczu znowu łez krople się sączą.”

    Co poradzić, miłość do Włoch to piękna, nieuleczalna przypadłość.

    • Piotrze, dziękuję za ten cytat :) No i podziwiam za miłość do Rzymu tuż PRZED przylotem! Ludzie często doceniają to miasto dopiero po fakcie.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ostatni łyk marca.

Jaśmin, pistacje i obłędny zapach cytrusów - tak kojarzy mi się tegoroczny marzec. I wcale nie musiałam się przenosić na Sycylię, by...

Zamknij