przepis na spaghetti, spaghetti z pomidorów, makaron z czosnkiem, jak gotować makaron, prawdziwe włoskie spaghetti, pomysł na spaghetti, spaghetti napoli, pasta makaron, spaghetti al pomodoro

I ślubuję ci… spaghetti co drugi dzień !

O tym, jak przedmałżeńskie proroctwo zmieniło się we włoską codzienność. Codzienność prostą, smaczną i niezwykle aromatyczną.


To było chwilę przed wyjściem. Moment, w którym stałam w korytarzu mojego rodzinnego domu i poprawiałam butonierkę w marynarce taty. Musiał przecież wyglądać jak na przyszłego teścia przystało, za chwilę miał prowadzić mnie do ołtarza. Śmieliśmy się, bo rozrywkowy z niego człowiek, umie mnie rozbawić zwłaszcza w stresujących sytuacjach, więc w ostatnich minutach przed godziną „0” wypytywał mnie jeszcze o tzw. szczegóły.
.
– A przysięgę to ty, córko, pamiętasz?
– A jakże, muszę przecież wiedzieć, na co się godzę. Świadomie!
– No to powiedz, co w niej będzie, bo na pewno coś przekręcisz, jak zwykle, po swojemu. „Będę prasowała Ci koszule i bez marudzenia robiła do pracy kanapki” czy może… „będę Cię wiernie słuchać i zawsze przyznawać ci rację”? – wymyśla.
– Marzenie! – wcinam się.
– Błagam, obiecaj mu chociaż, że od czasu do czasu ugotujesz obiad. Żeby się tylko nie rozmyślił! – włącza się mój młodszy brat.
.
Ciągnąc ten absurd, w myślach widzę miny zebranych, gdy słyszą naszą niestandardową przysięgę małżeńską, która musiałaby przecież odpowiadać południowym realiom. A że w kwestiach obiadów jedyne, do czego się wówczas garnęłam, była kuchnia włoska, wypaliłam:
.
I ślubuję ci… spaghetti co drugi dzień!


Przypadkiem ten moment uchwycił nasz ślubny reporter i sławetną przysięgę umieścił na samym początku filmowego skrótu. Stało się, klamka zapadła, przysięga zawarta. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to moje, półżartem wypowiedziane zdanie, miało niezwykłą moc sprawczą.

Primo Cappuccinopaździernik 2010

.
Po ślubie wszystko się zmienia. Na przykład obietnice. Spaghetti co drugi dzień zmieniło się w raz w tygodniu. Ale tak jak małżeństwo winno być jak WINO – im starsze, tym lepsze – tak umiejętności małżonków powinny iść do przodu. Niech zatem nikogo nie dziwi fakt, że kwestia spaghetti wyjątkowo mnie interesowała, nie ustawałam w praktykach! Tak więc, gdy tylko nie mieliśmy pomysłu na obiad, pojawiało się spaghetti. Podstawowe składniki kuchni włoskiej do dziś chomikujemy w hurtowych ilościach, każdy miłośnik Italii wie, że pomidory i makaron to podstawa udanego tygodnia.
.
Druga prawda z małżeńskiego życia wzięta to fakt, że ZAWSZE, ale to zawsze występuje w nim różnica charakterów (dlatego tak bawi mnie ten powód podawany za przyczynę rozwodów), a co więcej, i czasem to trudniejsze, różnica upodobań i smaków. Nie macie pojęcia, jak się cieszę, że mój mąż uwielbia czosnek. Nie wyobrażam sobie życia z człowiekiem, przy którym nie można by go używać (i który sam nie dodawałby czosnku do niemal wszystkiego, co słone).
.
Ale oprócz podobieństw, są też różnice. Ja wolę dania bezmięsne (nie że jarosz, ale taki gust, nie zawsze tego mięsa potrzebuję), mąż mięsne. Stąd nasze spaghetti z początku było typowym spaghetti bolognese (choć taki twór podobno nie istnieje) i najczęściej wychodziło spod męskich dłoni.
.
Do czasu.
.
Aż spróbowałam spaghetti wg przepisu Sophii Loren. Wtedy nasza kuchnia przeszła rewolucję.

A musicie wiedzieć, że zanim ona nastąpiła, popełniałam chyba wszystkie znane mi błędy w kwestii gotowania makaronu – lub raczej rozgotowywania. Makaron dodawałam nawet do gotującej się zupy, co powodowało, że pod koniec ta zupa zamieniała się gęstą makaronową breję. Czymkolwiek to było, na obiad NIE wyglądało.
.
Gdy gotowałam makaron spaghetti, wiecznie marzyło mi się ucelować w al dente, ale wrodzone polskie wątpliwości odzywały się za każdym razem kusząc, że: „ech, jeszcze za twarde”, „a może jeszcze minutka?”. Czasem jakiś „niezwykle ważny telefon”, który musiałam odebrać akurat w trakcie oczekiwania na al dente, oznaczał, że ze trzy razy przegapiałam ten moment – ciesząc się później, że „jeszcze się nie posklejał, zatem nie jest tak źle” ;)
.
Tak było do momentu, gdy uczciwie przyznałam się do błędu, obiecałam poprawę i skrzętnie przyłożyłam do wypełniania poniższych przykazań. Które, jak się okazało, uratowały nasze kubki smakowe przed zagładą, a nasze małżeństwo… przed utratą smaku.
.
Przyłożyłam się do pracy tak bardzo, że mąż oniemiał z zachwytu już po pierwszym (eksperymentalnym!) razie. I od tej chwili ani słowem nie wspomniał, że z mięsem było lepsze. Bo przecież nie było!
.
przepis na spaghetti, spaghetti z pomidorów, makaron z czosnkiem, jak gotować makaron, prawdziwe włoskie spaghetti, pomysł na spaghetti, spaghetti napoli, pasta makaron, spaghetti al pomodoro

.
Jeśli i Wy kochacie dania proste, szybkie, smaczne i zdrowe (przyznacie, że to niezwykle trudne połączenie) – a na dodatek włoskie – czytajcie dalej! A potem idźcie i Wy czynić podobnie. Na koniec będę Wam niezwykle wdzięczna za podzielenie się wrażeniami, czy ten przepis rzeczywiście brzmi prosto, czy tak mi się tylko wydaje?

8 przykazań gotowania makaronu wg Sophii Loren

.
.
Dodam, że przykazań bardzo prostych, jedyne co trzeba, to ich uważnie przestrzegać. Dobrze ugotowany makaron to sekret wyśmienitej potrawy.

  1. Po pierwsze zdobyć dobry makaron – 100% pszenicy durum (do kupienia w każdym większym sklepie). Żadnych jajek ni wyrobów domowych. Te ostatnie może i pyszne, ale… nie tym razem.
    .
  2. Do dużego (ale naprawdę dużego) garnka wlać bardzo dużo wody (zdecydowanie więcej niż pisze na opakowaniu), tylko wtedy spaghetti się nie poskleja.
    .
  3. Gotować wodę na największym ogniu, a kiedy zacznie drżeć, dorzucić szczyptę soli – dla zwiększenia mocy wrzenia (tzw. podwójna siła uderzenia), dzięki temu wyrównamy temperaturę wody po wrzuceniu zimnego makaronu.
    .
  4. Zaraz po tym zamaszystym ruchem wrzucić makaron do wrzątku.
    .
  5. I teraz go pilnujemy. Nie zabawiamy w tym czasie dzieci, nie odbieramy telefonów, nie przeglądamy fejsbuka, nic. Czekamy. Aaa… nie wierzymy też zapewnieniom z opakowania od makaronu, że wystarczy 5, 6 czy 10 minut, nie używamy zmieniających koloru minutników (zdjęcie poniżej) ani innych cudów. Jedyny sposób na dobrze ugotowany makaron to próbowanie go – do momentu, aż przestanie być surowy, ale jeszcze wyda się twardawy. Wtedy nie ma na co czekać i od razu odcedzić! Doświadczenie przychodzi bardzo szybko, po wielu ugotowanych spaghetti, niektórzy oceniają już makaron bez próbowania! (póki co, ja wciąż próbuję)
    .
    przepis na spaghetti, spaghetti z pomidorów, makaron z czosnkiem, jak gotować makaron, prawdziwe włoskie spaghetti, pomysł na spaghetti, spaghetti napoli, pasta makaron, spaghetti al pomodoroPasta Perfect Timer. Pływa w garnku z makaronem i zmienia kolor…
    .
  6. Nie przelewamy makaronu wodą! Takie zabiegi są dobre, gdy makaron idzie do sałatki i nie chcemy by „obłaził” innymi składnikami, taki nieprzelany idealnie połączy się z sosem. Za to po odcedzeniu warto dodać łyżkę oliwy, to ułatwi rozprowadzenie sosu.
    .
  7. Wracając do odcedzania – trzeba tak to robić, by pozbyć się całej wody i to jest ważne, by jej wysoka temperatura nie „dogotowała” nam makaronu po odcedzeniu, a sama woda nie rozrzedziła nam sosu, pogarszając jego smak.
    .
  8. Przed wykonaniem tych siedemiu kroków, wstawić na gaz sos, którego sekret poznacie w poniżej. Bo gdy makaron jest gotowy, wędruje na półmisek, na to wspomniany sos, a całość sypiemy parmezan.
    .

Buon appetito!
.


Ale to nie wszystko. Bo przecież nie mamy sosu.
.
Nie od dziś wiadomo, że najlepsze włoskie dania cechuje prostota. Najgenialniejsze pizzerie poznaje się po tym, jak serwują margheritę. Jeśli któraś spaprze tę wersję, nie ma sensu zamawiać dalej. Najlepsza pizzeria w Neapolu serwuje gościom tylko dwa rodzaje pizzy, za to perfekcyjnie. Jestem więc za tym, by być dobrym w jednej rzeczy niż przeciętnym w kilku. I tak pokochałam najbardziej podstawową (i najprostszą wersję):
.

Spaghetti al pomodoro

.
Ważne! Gdy makaron się ugotuje, sos musi już być gotowy. Warto zabrać się do niego jeszcze zanim wstawicie wodę na makaron.

Przepis należy do Sophii Loren, ja go tylko przełożyłam go na polskie realia (a przynajmniej na realia mojego związku). Do sosu potrzeba naprawdę niewiele i są to rzeczy podstawowego użytku, żadne tam kapary czy krewetki. Potrzeba zaledwie:
.

  • 400-500 g pomidorów lub pulpy pomidorowej w puszce (znaczy 1 puszka/kartonik krojonych pomidorów bez skórki)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • cukier
  • starty parmezan
  • bazylia, oliwa, sól

.
Tadam! To wszystko. Sophia twierdzi, że z tych składników naje się 6 osób, a ja widzę, że u mnie najadają się zaledwie dwie (ale może to my za dużo jemy, po prostu). Wykonanie to już łatwizna:
.

1. Czosnek, dużo czosnku (Sophia Loren radzi 3 ząbki, ja trzy daję do podsmażenia, a przed podaniem dorzucam kolejne dwa) siekam i wrzucam na rozgrzaną oliwę.
.
2. Kiedy się zeszkli (a szkli się bardzo szybko) i zaczyna oszałamiająco pachnieć, dorzucić pomidory, doprawić (Sophia mówi bazylią, ale kto akurat nie ma świeżej, to np. do mojego spaghetti dużo lepiej pasuje suszone oregano) i dosolić do smaku oraz – najważniejsze – wsypać łyżeczkę CUKRU. Dziś wielu o tym zapomina, a to zabieg konieczny, by usunąć kwaśny smak pomidorów. Mała rzecz, a działa cuda.
.
3. Zmniejszyć ogień do minimum i dusić niecałe pół godziny (w tym czasie woda z pomidorów wyparuje i zostanie sama esencja, którą zmieszamy z gotowym makaronem).
.
4. I teraz najtrudniejsze – nie podjadać. To dość heroiczne zadanie, bo cały czas bosko pachnie.
.
5. Aaa… no i teraz czas, by wstawić wodę na makaron. Do momentu aż zacznie wrzeć, można sobie pobujać w obłokach (w sensie: robota sama się robi). Pilna uwaga przyda się za chwilę, gdy nasze kubki smakowe będą oceniać, czy już jest al dente czy też nie, a może jest już za późno ;) (ale to patrz akapit wyżej, czarno na białym o gotowaniu makaronu)
.
6. Odcedzony makaron wykładamy na półmisek, polewamy sosem, hojnie sypiemy parmezanem. Gotowe!
.
przepis na spaghetti, spaghetti z pomidorów, makaron z czosnkiem, jak gotować makaron, prawdziwe włoskie spaghetti, pomysł na spaghetti, spaghetti napoli, pasta makaron, spaghetti al pomodoro
Tworząc post isnpirowałam się książką kucharską S. Loren W kuchni z miłością.


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie:

* Zostaw komentarz, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Jeśli podobał Ci się tekst, dołącz do mnie na Facebooku. Tam codziennie znajdziesz nowe inspirujące zdjęcia i informacje.

* Po więcej informacji zapraszam Cię do grupy, w której się wspieramy, inspirujemy i dzielimy konkretnymi pomysłami na jak najlepsze podróżowanie do Włoch na własną rękę.

.

  • reszka

    Zrobiła i jest przepyszne :) Parmezanu nie żałowałam bo go też uwielbiam. Makaron idealnie się ugotował z primo gusto mam , nigdy jeszcze nie skleił się i nie rozpaćkał. Będę częściej robiła, proste ale przepyszne.

  • eva

    też robię często sos z pomidorów w kartonie, zazwyczaj jest to primo gusto bo te pomidory są słodkie i aromatyczne. Przyprawiam podobnie i zawsze wychodzi mi to danie :)

  • Tak pięknego przepisu na makaron jeszcze nie widziałam. Chociaż ja dorzuciłabym jeszcze mięcho :D
    Buziaki
    Brunetka

    • Dziękuję Ci! No właśnie na tym polega jego sens, by było smacznie i szybko, a mięso wyklucza przynajmniej jeden z tych warunków ;) Wierz mi, mój mąż wcześniej nie przełknąłby spaghetti bez mięsa. Dziś się go wcale nie domaga (choć w każdym innym przepisie dokłada).

      • W takim razie chyba muszę spróbować :)

      • AndroidSsie

        Niestety pojawił sie błąd wytykany wszystkim. Oraz tak samo jest w oryginalnym przepisie Zośki. Chodzi o to ze nie kładziemy klusek na talerz tylko po odlaniu od razu lecą do sosu i dopiero tam wymieszane laduja na talerzu.

        Cos jak tutaj
        https://m.youtube.com/watch?v=HBpbWhfsBxw

        • A to już każdy robi, jak lubi. Włosi podają już wymieszane na patelni, a ja mieszam w przeciwny sposób – do odlanego makaronu w misce dodaję sos i wtedy wymieszam. Jedno z moich dzieci nie lubi pomidorów z czosnkiem i stąd czasem też nakładam dopiero na talerzu.

  • Cześć. Super wpis. Mieszkałam kiedyś z włoska rodzina i sphaghetti było daniem codziennym! Po kilku miesiacach nie mogłam już patrzeć na makaron! Ale faktycznie stałam się mistrzynią gotowania go i marudzenia kiedy nie jest idealny.. Ja w czasie gotowania do wody dodaje łyżkę masła, dzięki temu się pozniej nie skleja. Można też dodać ją już po ugotowaniu i dobrze wymieszać z makaronem, aż się rozpusci. Sama oliwa za bardzo zmienia smak makaronu na właśnie oliwny :) mój mąż tuż po ugotowaniu zanim odleje gorąca wodę dolewa do niej zimnej, podobno taka radę dostał od znakomitego kucharza i faktycznie. Zapobiega to też sklejaniu. A jeśli chodzi o sos, też dodajemy czosnku., ale posiekaną cebulką to podstawa każdego sosu u nas. Ty nie dodajesz jej? Ponadto fajne są wariacje z dodatkiem oliwek albo tuńczyka.fajny blog. Z pewnością będę odwiedzać Cie często!

    • Ewa, dodawałam cebulkę do sosu zanim dowiedziałam się od Sophie, że można bez. Z samym czosnkiem zdecydowanie wystarczy, no a jeśli o szybkość chodzi – czosnek zdedycowanie szybciej się sieka i efekt bardziej spektakularny :)
      Co do dodawania masła – nie potrzeba tego robić w trakcie gotowania, bo jeśli makaron jest kiepski albo zbyt długo gotowany, niestety nawet masło nie poprawi jego smaku. Więc stawiam jednak na tę chwilę uważności w trakcie gotowania i to spokojnie wystarczy.
      Za to często dodaję do już ugotowanego makaronu zamiast oliwy – olej ryżowy. Ten jest bezsmakowy a w dodatku ma gigantyczną ilość wit. E i gamma oryzanolu, potrawa jest jeszcze zdrowsza :)

  • Maria Gorawska

    Aniu,byłam w domu Sophii,rozmawiałam z jej siostrą-oczywiście o kuchni głównie.Bardzo mnie cieszy,że bije od Ciebie optymizm i energia.Przepis wywołujący mocny ślinotok,a historia opowiedziana -jak zwykle ciekawa.Trzymam bardzo mocno kciuki i wierzę,że wysuniesz się mocno do przodu.Powodzenia!!!

    • Mario, czy mówisz o rzymskim domu Sophie czy o miejscu jej urodzenia? I wow, rozmawiałaś z jej siostrą! Chętnie dowiem się czegoś więcej o tej rozmowie, toż to wyjątkowa sprawa! :)

  • Jaka się zrobiłam głodna! Wspaniały wpis: jest historia miłosna, są przepisy na ukochane włoskie dania… jesteś mistrzynią :)

  • Kiedyś czytałem, że najlepiej sprawdzić makaron w gotowaniu przez rzucenie nitki na ścianę z kafelkami – jeśli się przyklei, to znaczy że już dobry :)

    Są na Twoim blogu przepisy na mięsne spaghetti?

    • Muszę sobie wykafelkować kawałek ściany tylko do tych testów, inaczej spaghetti al pomodoro będzie bardzo zajmującym zajęciem niż zakładałam (doliczając sprzątanie kuchnii po posiłku) ;)
      Paweł, mięsnego nie mam, bo to na razie jedyny przepis na spaghetti, jaki opublikowałam :)

  • Roma Kowalczyk

    Nie pamiętam Aniu, czy to u Ciebie pojawił się przepis na spaghetti all’amatriciana? Był dzisiaj na obiad – pycha!

    • Nie, to chyba u Agnieszki z Uwielbiam Włoskie Klimaty :)
      Roma, Ty lubisz gotować, co? Kusisz smakami, jak mało kto!

      • Roma Kowalczyk

        Odkąd gotuję po włosku, znowu to polubiłam. Gotuje się szybko (no może oprócz risotto), prosto, używam dużo ziół i czosnku, pachnie w całym domu no i jest smacznie. Ja to uwielbiam a rodzina nie narzeka.

  • Wiesz siedzę na co dzień w garach, kura domowa ze mnie. Mam po pietruszki, buraki i inne korzenie gotowania a tu cały tekst przeczytałam i jeszcze się uśmiecham : ) bo naładowany pozytywną energią i aż pachnie tymi pomidorami i aż czuć konsystencję sosu i makaronu… pięknie!

    • A ja się uśmiałam, czytając o Twoich pietruszkach i korzeniach (a przecież to „włoszczyzna”!) ;) Dzięki wielkie!

  • Jedno z moich najbardziej ulubionych dań. Proste, cudowne w smaku, zawsze budzi miłe wakacyjne wspomnienia, coś w tym jest :-)
    A z Twojego wpisu bije dużo ciepła. Pozdrawiam, również ciepło.

    • No bo to ciepłe danie, proste i z serca, musi rozgrzewać! Dziękuję :))

  • Ha! :) U nas, jako, że narzeczony (w przyszłym roku Mąż ;)) Włoch to makaron przynajmniej 2 x w tygodniu (w końcu nie tylko pyszny, ale i szybki) i to w 99% gotuje on. Ja szczególnie nie protestuję, w końcu „ja jestem od innych potraw”, ok :D I apropos błędów, nigdy nie zapomnę jego miny na początku naszego związku, gdy chciałam zabłysnąć cudowną pastą, którą po ugotowaniu zaczęłam pewna siebie przelewac zimną wodą. Niemal padł na zawał :D

    • Nieładnie, tak Włocha denerwować ;) U nas jest dokładnie na odwrót, odkąd mam w paluszku makaronowe triki, ani myślę oddawać pałeczki!

      • Ja też czasami przejmuje pałeczkę, ale gotujacemu mężczyźnie trudno mi sie oprzeć także nie protestuje za bardzo, a doceniam :D

        • ależ ja nigdy nie protestuję, gdy mężczyzna bierze potrawę w swoje ręce ;) Tylko przy makaronach go ubiegam!

  • I teraz mam dylemat – zupa cebulowa z Francji czy spaghetti wg Zośki :D
    Wstęp mnie urzekł – zostanę na dłużej :)

    • Dni w tygodniu jest wiele. Poniedziałek zupa, wtorek spaghetti, środa zupa… itd. :))

  • Roma Kowalczyk

    Szkoda że nie przeczytałam tego wpisu wcześniej bo miałam dziś ochotę na coś prostego i włoskiego. Upiekłam więc focaccię z szałwią, pierwszy raz i udała się, mniam, mniam

    • Brzmi prosto, a jednak intrygująco! Podeślij przepis, bo mi zapachniało taką prawdziwą genueńską focaccią, że się teraz nie odpędzę ;)

      • Roma Kowalczyk

        Proszę bardzo: 500 g mąki, 30 g drożdży, 1/2 szklanki oliwy, 1/2 szklanki ciepłej wody, sól gruboziarnista i zioła do posypania wg uznania i tego, co kto lubi. Ja dałam świeżą, grubo posiekaną szałwię – taką wersję fokacci jadłam w Genui i bardzo mi smakowała. Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie. Do miski włożyć połowę mąki, dodać rozpuszczone drożdże, zostawić przykryte wilgotną ściereczką do wyrośnięcia. Dodać oliwę i resztę mąki. Jeśli jest zbyt rzadkie, dodać mąkę, wyrobione ciasto powinno mieć taką konsystencję, aby można było rozwałkować. Zostawić znowu do wyrośnięcia. Rozwałkować, wyłożyć na blachę posmarowaną oliwą. Ciasto na wierzchu posmarować również oliwą, posypać solą (ja dałam morską, grubą) i ulubionymi ziołami, nakłuć widelcem. Piec w temperaturze 200 stopni. Smacznego! Dodam, że ciasta drożdżowe zawsze robię na oko i nie przejmuję się ilościami podanymi w przepisie, ważniejsza jest konsystencja.

        • Ta gruba sól to charakterystyczny detal na foccacci, świetnie pasuje :)) Roma, potwornie zgłodniałam! Powiedz mi jeszcze, skąd szałwię bierzesz?

          • Roma Kowalczyk

            Najczęściej z Lidla, czasem bywa w Tesco.

    • prostego -foccacie? probowalam 3 razy i trzy razy porazka, az sie poddalam (a to mi latwo nie przychodzi ;))

  • Katarzyna Chudowolska

    U mnie makaron to najlepiej z pesto. Czosnek po polsku na maśle, potem makaron i pesto.
    A jak nie pesto to np. owoce morza (krewetki).
    Moje dwie najulubieńsze postaci makaronu.
    Ale muszę wypróbować i z sosem pomidorowym – chłopaki moje uwielbiają z mięsem, mi się przejadło ;)

    • Kasiu, pesto to drugi genialny wynalazek, pewnie :) A pesto kupne? Ja nie robiłam nigdy z rukoli, za to w pesto pietruszkowym (mało włoski przepis, ale cóż) nie mam sobie równych!

      • Katarzyna Chudowolska

        Pesto póki co kupne, ale może kiedyś zdecyduję się na takie własnej roboty :)
        Podrzucisz przepis na to Twoje pietruszkowe?

        • Oczywiście! Nawet obiecałam kiedyś czytelnikom, to się obietnica dopełni :))|
          2 pęczki natki pietruszki posiekać, dodać pół szklanki ziaren słonecznika, 6 łyżek wody, 1-2 łyżkę oliwy, 2 ząbki czosnku, 2-3 łyżki startego parmezanu (opcjonalnie), sól, odrobina pieprzu – zblendować :)
          Smakuje do wszystkiego!

          • Roma Kowalczyk

            Już mi to pachnie pychotą, zapisałam i na pewno zrobię.

      • Roma Kowalczyk

        Rewelacyjny makaron z pesto jadłam w Vernazzy. Oczywiście właściciel nie chciał do końca zdradzić swojego sekretu, ale trochę farby puścił. Bardzo często robię takie pesto do makaronu ze świeżej bazyli: bazylię (2-3 doniczki) zmiksować z oliwą i orzeszkami pini (jeśli nie mamy, mogą być orzechy włoskie). Oliwy dodaję na oko, żeby masa nie zapychała blendera. Gdy makaron jest już prawie al dente, rozgrzewam trochę oliwy, dodaję ząbek lub dwa posiekanego czosnku, zmiksowaną masę. Zamieszać, zdjąć z „ognia”, dodać odcedzony makaron, posypać utartym parmigiano. Buon appetito.

        • Ten dodatek z rozgrzanej oliwy z posiekanym czosnkiem skutecznie mnie uwiódł, zapisuję!

  • asiaya

    Podpisuję się obiema rękami pod tezą o doskonałości w prostocie. I też olewam zegarek przy gotowaniu makaronu :)) W Azji to ma jeszcze o tyle większy sens, że te importowane z Europy makarony gotują się dłużej. Nie wiem dlaczego, być może są przez transport bardziej wysuszone. Tylko cukru do sosu nie dodaję, bo my po prostu lubimy smak pomidorów. Mój mąż potrafi je jakoś tak usmażyć, że wydobywa z nich naturalną słodycz :)) Zresztą u nas w domu cukru nie ma, chyba że kilka saszetek do kawy dla gości.

    • Może świeże pomidory łatwiej ujarzmić bez cukru, ale póki zima, stosuję kupne przerobione, one już mają kwaskowość, którą trudno zgubić. Smak pomidorów też uwielbiam, ale zauważyłam różnicę w smaku po tym (niechubnym) dosłodzeniu, dosoleniu, doczosnkowieniu i porządnym na to wszystko doprawieniu :)

  • Ja zawsze zalewałam makaron wodą po ugotowaniu, ale któregoś razu usłyszałam, że włosi tak nie robią. Przestałam i ja- makaron smakuje tak samo, ale czuję się z tym jakoś bardziej profesjonalnie. ;)

    • Przelewanie na smak nie wpływa, tylko na kleistość z sosem ;) Smak się zmienia w zależności jak się go gotuje. U mnie różnica była kolosalna!

  • Czarne Espresso

    Kupiłam sobie tą książkę Sophii Loren, ale jeszcze z przepisów nie korzystałam. Ten makaron na pewno wypróbuję :)

  • Krystyna Kociszewska

    Najpyszniejszy jest ze świezych, podłożnych pomidorków (najlepiej włoskich), i konecznie do sosu trzeba dodac odrobnę peperoncino, a po zdjęciu z ognia 2-3 łyzki oliwy (już bez podgrzewania).Miałam dobrą szkołę – rok w Neapolu :)

    • Wypróbuję! Zwłaszcza, że mężu kocha peperoncino :))

  • Tyle przepisów ile spaghetti. :) Ja zamiast cukru dodaję słodką paprykę i ona też sobie z kwaśnym smakiem radzi. Już czosnek sobie z nim jakoś radzi. W wielu przepisach widziałam też marchewkę, ale ja akurat nigdy nie dodaję. :)

    • Mnie marchewka w spaghetti tez nie kręci. Co do przepisów, jest ich mnóstwo, ale podstawowy, tradycyjny tylko jeden ;) Kiedyś zaszalalam i zrobiłam nawet sos z liści szalwiowych i takie eksperymenty tez mi podchodzą. Ania, kto wie, może za kilka miesięcy sama będziesz mogła spisać książkę przepisów rodem z Kampanii :)

  • Uwielbiam taki sos :) My czasem dodajemy też oliwki, kapary i natkę pietruszki :) (sądząc po częstotliwości używania kaparów to są one w mojej kuchni niemalże rzeczą podstawowego użytku ;) trudniej już o parmezan)

    Ale teraz od razu mam ochotę zrobić właśnie taki prosty, pomidorowy. Aż mi ślinka cieknie :)

    • Ha, tak sobie myślałam, że u niektórych kapary to codzienność :) U mnie do podstaw należy parmezan, ale prawdą jest, że mam ochotę dodawać go do potraw dużo częściej niż tego wymagają przepisy ;)

  • Agnieszka J.

    Uwielbiam takie spaghetti, proste smaczne i bez udziwnień ;) dodatkowy plus to fakt, że jest bardzo szybkie a to czasami bardzo się przydaje. Ja niedawno odkryłam że jak pod koniec gotowania takiego właśnie sosu zblenduje się wszystkie składniki, doleje trochę wody to po kilku minutach mamy pyszny krem z pomidorów ;) Chciałabym zobaczyć ten filmowy skrót ;)

    • U nas taki zblendowany sos idzie na ciasto do pizzy (tylko bez cukru wtedy) i naprawdę niewiele trzeba na tą pizzę później położyć, zeby rozplywala się w ustach :)

  • Wspaniały wpis, na prawdę! Ciepły i życiowy. Poczułam się jak w domu :)

    • Dziękuję, cieszę się, że udało mi się wzbudzić w Tobie tak miłe skojarzenia!

  • Robię jutro na obiad! I podzielę się wynikami ;)

    • Super! Tchnij tu trochę aromatu w porze obiadowej :) (chyba, że wzorem Włochów zjecie dopiero na kolację)

      • W rezultacie była niedzielna obiadokolacja ;) Makaron wyszedł idealny! Od teraz już się zawsze będę do 8 przykazań stosować :)

  • Teresa B

    tak to opisałaś, że już by się chciało to jeść…A co do czosnku, to się zgadzam, dodaję go prawie do wszystkiego.

    • Gdybym tylko mogła, zaserwowałabym Ci taki parujący półmisek! :)

  • Dominika Jaworska

    Aniu, Twojego bloga czytam od jakichś 2 miesięcy, chociaż nie mam w zwyczaju komentować i tylko cichutko czytam nowe wpisy. Z Twojego bloga bije niesamowite ciepło i pasja , która oddziałuje na mnie, czytelnika z ogromem pozytywnej motywacji.To w sumie tyle co chciałam powiedzieć, dobrego słowa nigdy dość, życzę Ci multum energii do pisania i miłego dnia. Z niecierpliwością oczekuję nowych postów :)

    • Dziękuję, że się odezwałaś, BARDZO mi miło to czytać!

  • „Nie wyobrażam sobie życia z człowiekiem, przy którym nie można by używać czosnku” prawda :D
    Ja jestem kompletną sierotą w kwestiach makaronowych, wczoraj robiłam na obiad penne (przelałam wodą :<) i pesto, o dziwo wyszło pyszne. Muszę wypróbować przepis Sophii :)

    • Kuchnia włoska to mnóstwo uczucia, jak wkładasz je w gotowanie, to nie ma opcji, musi być pyszne :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
projektowanie podróży, wycieczka do Włoch, plany i marzenia 2016
Plany i marzenia na 2016 rok.

Dość ważny i przyszłościowy to post, bo w większości dotyczy Was i tego, co Primo Cappuccino postara się Wam zapewnić...

Zamknij