city_map2

Matka Polka – mama pilotka

Jeśli jesteś rodzicem, zobacz, jak niewiele dzieli Cię od pilotażu. Jeśli pilotem, sprawdź co Cię czeka jako rodzica.

.


Już dłuższy czas chodzi mi po głowie pewne świetlane odkrycie. Wpadłam na nie oczywiście w drodze do kolejnego punktu zwiedzania. Jedynej w swoim rodzaju, najsłynniejszej atrakcji tej okolicy – osiedlowego placu zabaw. Oddawszy się tej nowo powstałej (i wciąż kiełkującej) myśli, dochodzę do prostych wniosków. Bycie rodzicem z pilotażem wycieczek ma nadzwyczaj wiele wspólnego. Im więcej o tym myślę, tym coraz bardziej skłaniam się ku postawienia między nimi wręcz znaku równości. Zgodzicie się?
.

CO MA PILOT DO RODZICA

Idzie to moje potomstwo przede mną, za mną, obok, ciągle o coś pyta, opowiada co już wie, ja mu mówię, co wiem. Zgadza się, ciągle gadam, taki zawód, takie narzędzie mojej ziemskiej misji. A to o tym, co widzimy, albo że zbliżamy się do czegoś tam (ulicy czy coś) i trzeba uważać na to i na to (samochody i inne). Wysłuchuję potoku słów, przytakuję, potwierdzam, zaprzeczam, dyskutuję.
Drobna różnica polega na tym, że potomstwa dwoje, a wycieczkowiczów (bywa i) pięćdziesiątka!

A podobieństwa?

Myśli kiełkują, nie chcą się ulotnić, przy którejś tam kawie dochodzą kolejne porównania… Ot, taka pora picia kawy! Weźmy tę z wyboru, dla przykładu. W celu jej konsumpcji niecierpliwie, lecz z nutką podskórnej ekscytacji, czekamy na…

.

CZAS WOLNY

Kawa ma swój specjalny czas w ciągu dnia, w którym jestem dla niej na wyłączność. Moje ciało jest w stanie magazynować kofeinę do tego momentu. Jeśli nie dostarczę nowej dawki w odpowiednio szybkim czasie – koniec! Jak entuzjazm zginie, trudno go wskrzesić.
.

matka polka matka pilotka

Jest taki magiczny moment na każdej wycieczce, gdy po morzu przepraw autostradowych, półdniowym zwiedzaniu, opowiadaniu, wyjaśnianiu, fascynowaniu i zarażaniu entuzjazmem – czekasz tylko na JEDNO. Czas wolny. Przez tę krótką chwilę, w której nikt chwilowo Cię nie potrzebuje, możesz wtopić się w tłum i udawać Greka (tudzież Włocha). Schodzisz w głównego szlaku i zaszywasz się w jakimś ustronnym nieturystycznym miejscu.
.

matka polka matka pilotka

może tu?

matka polka matka pilotka

…albo najlepiej tu

.
Z dziećmi to samo, pełna analogia. Tu bowiem występuje czekanie do tak zwanej: drzemki, bajki, wychodnego bez matki/wpisz cokolwiek (bez matki). I już, dusza hula! Te 3-15 kawowych minut powinno mieć moc naładować twoje akumulatory na kolejne pół dnia. Bo wieczorem wycieczka rozchodzi się do hotelowych pokojów, a latorośle grzecznie zasypiają.

I znowu jesteś (jedynie/aż) sobą. Już nie tylko pilotem, już nie tylko mamą. Taką normalną Anią, która może czegoś nie wiedzieć, sama się gdzieś zagubić, czymś zadziwić, zachwycić po raz kolejny lub zwyczajnie pierwszy.

.
Tak. Zdaję sobie z tego sprawę, że z powyższego zdania aż kipi brak realizmu. To byłoby zbyt piękne, dlatego nie bywa prawdziwe. W każdej dobie zdarzają się przecież większe lub mniejsze…

.

PROBLEMY i problemy

Na wycieczce bywa ich całe mnóstwo, na szczęście niewielkich. Jeśli są poważne, wtedy się nie oglądasz, że kawa, że sen, że głód. Niewzruszenie nadciągasz z odsieczą!

A potomstwo? Też ma oczywiście swoje kłopoty (czytaj: choroby/zęby/wieczorne tęsknoty/brak ulubionego misia/za dużo wrażeń/za mało wrażeń/brak zmęczenia/za duże zmęczenie itd.) wymagające natychmiastowej interwencji.

.
Czasem zdarzają się jednak problemy wagi państwowej.
.. Bo np. akurat teraz, a nie po wyjściu spod hotelowego prysznica dzwoni telefon z zażaleniami, a ty niezwłocznie (czytaj: nie po prysznicu) powinieneś przybyć i potwierdzić, że tego czy innego pokój nie spełnia warunków ****, bo jakiś włoski ptak mu na oknie kleksa zostawił (średnicy dwóch centymetrów i od zewnętrznej strony, gdyby ktoś pytał o szczegóły). Kto wie, może hotelowa obsługa zapomniała ptaki powystrzelać? No ręce opadają.
.

Zawsze to jednak lepsze niż sytuacja, w której jeden z turystów po nocnej imprezie myli okno z wyjściowymi drzwiami. I ja tę noc spędzam w szpitalu, a ów biedak kolejne pół życia w gipsie. Bo rzecz miała miejsce na piętrze drugim. Tu opadają z ciebie wszystkie siły razem spięte.

Dzieci też potrafią, Oj, tak. Pociągnijmy chociażby temat prysznica… Jeśli już w ogóle uda się tobie pod niego dotrzeć, wystarczy tylko, że odkręcisz kurek, a tuż za drzwiami rozlegają się: wołania, pukania, rzewne płacze lub nadzwyczaj radosne chichoty (kto wie, co bardziej podejrzane). Nie patrzysz na nic. Leeeecisz! Już ty dobrze znasz tę ich pomysłowość.

.

BACZNA OBSERWACJA

Dziecko do pewnego momentu obserwuje otoczenie. Potem już obserwuje głównie ciebie. Nawet jak ci się wydaje, że ono nie patrzy, to ono zwłaszcza wtedy wytęża wszystkie zmysły. Mimochodem, przy okazji, niby nie widzi… a w głowie rejestruje wszystko. Słyszy najwięcej, gdy niby nie słucha. Taki paradoks.
.

Turyści też widzą, a jakże. Dokumentnie wszystko. Czy się spóźniłeś na śniadanie, jak się wysławiasz, w którym momencie się zająknąłeś, czy jesteś absolutnie pewien tego, co mówisz. Czy ty zwyczajnie jesteś AUTENTYCZNY? Jeśli myślisz, mówisz i robisz zupełnie co innego, wezmą Ciebie co najwyżej za schizofrenika, a nie za kogoś, komu warto zaufać. Komu warto powierzyć swój wypoczynek, a kiedy trzeba, czasem i życie.
.

I tak jak małe dziecko wyboru nie ma, bo jest na Ciebie zdane, to już starszak może sobie po prostu przestać słuchać, wyjść, trzasnąć drzwiami i wrócić jutro… Turysta podobnie, spakuje manatki i tyle go zobaczysz. Jeśli nie ucieknie, to przynajmniej słuchać przestanie, będziesz gadać do siebie, a wycieczka oleje wszystko, co powiesz. I możesz się dziwić, psioczyć, ale natury nie oszukasz. Posłuch ci się po prostu nie należy.

.

POZNAWANIE ŚWIATA

Dzieci wprowadzasz w świat dla nich zupełnie nowy. Wycieczkę wprowadzasz w odwiedzaną kulturę. Obalasz stereotypy, tłumaczysz, objaśniasz, intrygujesz nowym zamiast straszyć nieznanym. Dla jednych i drugich jeśli chcesz, możesz być przewodnikiem przez duże P, autorytetem, źródłem motywacji, inspiracji i entuzjazmu. Bo ludzie tego szukają (i potrzebują) bardziej niż suchych instrukcji i martwych informacji. Zarówno ci w jesieni życia, jak i w życiowej wiośnie. Ale uważaj! To ciężkie zadanie, poważna sprawa. Patetycznie pisząc, wielka odpowiedzialność. Żeby nie skrzywić komuś spojrzenia na całe życie. Nie zgorszyć, zranić czy wyręczać. Uczyć też samodzielności, w życiu i w nowym kraju.

 

matka polka matka pilotka

.

RELACJA Z PODOPIECZNYMI

I na koniec, w ramach podsumowania, najwazniejszy łącznik tych dwóch, nazwijmy to misji – nie zawodów. Tego się zwyczajnie nie da wyuczyć i wykonać. To procesy. Przenikania i wzajemnego uczenia się nazwajem od siebie. I mimo że pracujesz w żmudnym systemie 24/7 – czerpiesz moc i niewyczerpalną siłę z relacji jakie są między Tobą a ludźmi, dla których (nie tylko pracujesz a) jesteś. To ci podopieczni (jedni i drudzy) sprawiają, że chce się bardziej, więcej. Że w ogóle się chce. Tak ciągle, bez żadnej przerwy (poza czasem wolnym) i co rano od nowa.
.

Nogi ci odpadają po dniu w butach na obcasach.. ale gdy twe dziecię nie ma już siły iść, na ręce je weźmiesz bez żadnego wahania, jakoś doczłapiecie. I wystarczy, że na ciebie spojrzy tylko i już cię nie ma. Topisz się w tych oczach i morzu miłości.

.

Turystów to może się nie dźwiga.. Wystarczy jednak, że ten czy inny czymś się zachwyci, łzę ukradkiem wytrze, coś go w tym świecie jeszcze zadziwi, zaciekawi, spać nie pozwoli… Nie musi za nic dziękować. Ty i tak czujesz tę moc. To ta siła, która góry przenosi. To, co wcześniej brałam za przenośnię, z rozpoczęciem przygody pilockiej przestało być tylko metaforą. Po dwóch porodach i setkach przeniesionych później gór, nie widzę już rzeczy niewykonalnych.
.

Na szczęście w powyższym gór przenoszeniu przychodzi zawsze jakaś pomoc z Niebios. I pozostaje tylko dziękować, że kiedy trzeba, mamy kawę, by zmieniać to, co da się zmienić, i wino, by zaakceptować to, czego zmienić nie sposób.
.
zdj: 
1, 234


Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie :)

* Zostaw komentarz, dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.

* Polub mój fanpage na Facebooku i bądź na bieżąco lub zapisz się do newslettera i odbierz Kalendarz Włoski 2016.

* Jeśli uważasz, że ten tekst może się komuś przydać, poślij go dalej.


  • Lil

    Bardzo ciekawy wpis :) niedawno trafilam na Twojego bloga, będę zaglądać często. Polubiłam Italię :))

  • Hania K

    Masz bardzo mi bliski sposób pisania, – lekki, zabawny i spokojny – który mnie jakoś nie wychodzi. Dziękuję za ten wpis, choć ani pilotowanie, ani macierzyństwo, niestety nie są mi jeszcze tak znane jak Tobie. Bardzo chętnie będę tu wpadać :)

    • Jeśli tylko o pragniesz jednego lub drugiego, życzę Ci tego z całego serca :) Pilotowanie przyspiesza życie, macierzyństwo każe cudownie zwolnić i się cieszyć. Pozdrawiam!

  • Ania

    Ja też mam na imię Ania i ja też jestem matką-pilotką. Czytając Twoje wpisy, szczególnie te które dotyczą pilotowania, czuję jakbym mówiła sama do siebie – tak trafne są Twoje uczucia i odczucia, uwagi i obserwacje, identyczne z moimi! Zachwyt w oczach Twojego turysty, czasami to lepszy kop niż kawa, o bolących nogach przypomnę sobie w środku nocy kiedy po prysznicu stwierdzam że spuchły… To zdecydowanie misja, a nie zawód. Bez ukochania z całego serca tego co robisz nawet kawa nie pomoże… Wierzę że z Twoimi wpisami będzie mi łatwiej przetrwać kolejną długą zimę bez podróży do Italii. Dzięki!

    • Dokładnie, to już nie zawód, to misja – trzeba się zakochać w tym, co się robi dla innych i zapomnieć trochę o sobie :)
      Aniu, odezwij się do mnie, jestem bardzo ciekawa Twojej historii!

  • Fajne porównanie!!
    I zdałam sobie sprawę, że dla mnie (jestem dość świeża na blogu) opisy Twojej pracy są strasznie ciekawe, chyba dlatego, że dla mnie przewodnik zawsze był / jest jakimś guru wycieczki, a tutaj mogę przeczytać, że nie jesteś bogiem tylko normalną dziewczyną i też Cię bolą nogi i też bierzesz prysznic itp :)

    • Ha! A to ciekawe, co piszesz :) Bolą nogi, jeszcze jak. Tylko się o tym zapomina. O nogach, czasem o sobie. Można odpocząć od własnych problemów i zająć się tysiącem innych spraw. Cieszę się, że zagościłaś na blogu!

  • Fantastyczny wpis – piszę jako Mama i jako osoba lubiąca podróżować. A prawdziwą przyjemność poczułam, gdy zaczęłam czytać o kawie. Ja mam dokładnie taką samą umiejętność magazynowania kofeiny do tego jednego momentu :)

  • Świetny wpis ;) A zdjęcie ze złapanym słońcem – niepowtarzalne….

  • Chciałabym, żeby kawa dzialała na mnie tak, jak na załączonym obrazku ;) Podziwiam Cię za umiejętność radzenia sobie z grupą dzieciaków, dla mnie to zawsze była trauma ;)

    • Ania

      Tak czułam! :D

    • Ania

      Dziecięce grupy do Włoch zdarzają się bardzo rzadko w moim życiorysie. Wolę wyjazdy objazdowe, a na takie jadą ludzie zazwyczaj już dorośli o sprecyzowanych oczekiwaniach.

  • O tak. Zdecydowanie się odnajduje jako matka-Pilotka. Masz świętą rację :D

  • Kapitalny wpis :)
    Uśmiałam się z opowieści o niewystrzelaniu włoskich ptaków.

    Czasem chciałoby się, żeby te kawowe minuty trwały jak najdłużej, ale jak miło się potem wraca do pociech :) (albo do chętnej ciekawostek wycieczki)

    • Ania

      A to tak, pewnie, ale już z nową energią i podładowanymi akumulatorami :-)

  • Jakie to porównanie jest piękne, prawdziwe i genialne! Zachwyciłaś mnie.

    • Ania

      Cieszę się :)  dzięki!

  • Przepiękny blog, aromatyczny, prawdziwy, smakowity jak dobra, włoska kawa.
    Codzienność bywa taka sama, czasami doprawiona goryczą, ale tak samo prawdziwa i namacalna.

  • kasik02

    Boże jakie to prawdziwe….Dziękuję za spisanie moich myśli, matka Polka to jest bohaterka, ona nie ma prawa odmówić, wyjść, zmęczyć się – dla dzieci wszystko. I w tym widać naszą wyższość, większość nad mężczyznami.
    Super tekst!

    • Ania

      Dziękuję:)! 

      z tą wyższością to różnie jest, bywa, że mężczyźni przerastają samych siebie! Najlepiej chyba połączyć siły – wtedy i zmęczyć się można i na „wyjście” jest szansa ;-)

  • Świetny wpis! Trafne spostrzeżenia, ciekawie napisane. Jestem u Ciebie od niedawna i z przyjemnością zaglądam często, coraz częściej. :)

    Pozdrowienia z Francji:)
    Kasia

    • Ania

      To ja się sprężam i zapraszam coraz częściej :-)

Przeczytaj poprzedni wpis:
jak dbać o przyjaźń
Wpis Kapkę Sentymentalny

Pofatygował się, ślęczał nad tą kartką, biegł na pocztę, kleił znaczki i wysłał. Czekał na odpowiedź, znów pisał. Było warto?

Zamknij